25.08.2013

Schogetten mleczna z kokosem i serek Tutti o smaku ciasteczkowym

Cukrowy kokos i homo-ciasteczkowy skandal

Są czekolady, które w sklepie omijam szerokim łukiem i żaden, nawet najbardziej wymyślny, smak nie zmieni tej sytuacji. W tej grupie mieszczą się Wedel i Wawel, cukierki czy inne słodkości tych marek jeszcze przejdą ale, moim zdaniem, ich czekolady to dno, muł, wodorosty i kraken. Jest też grupa czekolad, które mój wzrok obojętnie mija, mimo, że nie są jeszcze takie najgorsze, do nich zaliczam Alpen Gold i Goplanę. No i jest jeszcze ta kategoria „nawet mnie interesują i smakują ale jakoś zawsze z powrotem odkładam na półkę, bo wypatrzyłam coś bardziej interesującego”, pierwszą marką jaka mi przychodzi na myśl jest Merci, druga to dzisiejszy produkt.
Czekolada Schogetten z kremem kokosowym.  Już powinniście wiedzieć, że mam lekkiego bzika na punkcie kokosu. Oczywiście to, że dany produkt posiada coś kokosowego, nie znaczy od razu, że będę za tym lecieć niczym kibole-patrioci (wieczni wojownicy, obrońcy godności polskich dziewoj, zakute pały yyyy znaczy rycerze pełni honoru, PRAWDZIWI PATRIOCI!!1) za meksykanami. Patologicznie wręcz nie znoszę batoników Bounty, a woda kokosowa była jedną wielką pomyłką. Jednak większość z próbowanych produktów okazywała się strzałem w dziesiątkę, więc ciągle wypatruję nowych słodyczy z kokosem, aby się zachwycić. Jakiś czas temu wypatrzyłam taki produkt w Lidlu, a potem natknęłam się na niego w Realu.Jeżeli to nie był widoczny znak, że opatrzność chciała abym to kupiła to ja już nie wiem co mogłoby się do tego zaliczać.
Zanim przejdę do tej konkretnej czekolady to poinformuje was, że oprócz tego smaku, Schogetten ma w ofercie jeszcze 13 innych, w sumie 14, tak przynajmniej widnieje na stronie producenta. A wiecie co w tym jest najlepszego, na stronie niemieckiej jest podanych tylko 13 smaków, ha! pies wam gębę lizał (a dokładniej owczarek, niemiecki of course). Jak widzicie to czekolady tej marki są już podzielone na mniejsze kawałki, co znacznie ułatwia jedzenie, nie żebym miała wcześniej z tym jakiś  problem.
Smak: W odróżnieniu od poprzedniej kokosowej czekolady, ta tutaj jest pełnomleczna. Bardzo głęboko mleczna i bardzo słodka, myślę, że pod względem słodkości to przebija nawet Milkę. Coś jakby lekko kakaowego się przewija, więc jest to jakiś plus. No i nie ma tłuszczowego posmaku, kolejne hurra. Gładka i nie rozpuszczała się w dłoni, byłaby lepsza, gdyby nie ta przejmująca słodycz. 
Nadzienie, przyznaje, jest mocno kokosowe, lekko trąciło Raffaello, a wiórki były mocno wyczuwalne. Jednak to było nic w porównaniu z tym, jak pieruńsko słodkie ono było. Przesłodzone jak ostatni diabli. Jako zaletę mogę wymienić to, że nadzienie nie było płynne więc nic się nie wylewało, nie powiedziałabym, że to był krem, coś pomiędzy. Ogólnie całość była smaczna, bo poszczególne składniki mi odpowiadały ale z powodu zabójczej ilości cukru więcej niż dwie kostki nie dałam radę zjeść. Ja dam radę zjeść połowę Milki ale przy tym poległam. Za duża ilość cukru w cukrze, a mogło być tak pięknie, bo nadzienie kokosowe jest bardzo intensywne w smaku.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/523kcal, 3kostki(16,6g)/139,1 kcal (specjalnie policzyłam, mój nauczyciel matematyki byłby dumny *chlip*)
Gdzie kupiłam: Lidl
Cena:2.99zł


W ostatni poniedziałek była promocja w Biedronce na jogurty i serki homo (tfu, zboczeńce, prawdziwi faceci nie jedzą takich serków bo jeden kęs i  puff zmieniają orientację, true fact).  Stwierdziłam, że skorzystam z tej oferty i wezmę dwa produkty, o których czytałam na wątku biedronkowym (ogólnie to stwierdziłam, że moje spożywcze zakupy są mocno napędzane przez wizaż, wolę nie wchodzić na wątek rossmanowski bo przepadnę). Jednym z tych produktów był ten, o kompletnie kretyńskiej nazwie Tutti.
 
Tutti, serek homogenizowany o smaku ciasteczkowym z rodzynkami i skórką pomarańczową. Zwracam uwagę na słowo „o smaku”, będzie to później istotne. Powalił mnie na łopatki ten mały dopisek na dole wieczka, tzn. propozycja podania. Mam przez to rozumieć, że ja ten jogurt mam podawać na pojedynczych łyżeczkach? Bo na to wychodzi*. Patrząc na skład widzimy syrop g-f, nie popieram wsadzania tego składnika do coraz większej ilości produktów ale zaczyna mnie wkurzać rozwalanie wątków,  wałkowanie tego tematu przez ileś tam stron i jęczenie z tego powodu. To robi się nudne i irytujące. Moja przekorna dusza wtedy ma ochotę nażreć się produktów zawierających tą TRUCIZNĘ I ZŁO I OLABOGA TO JEST W SZYNCE, HAŃBA. Tak wiem, sama parę razy o tym wspominałam ale bardziej w temacie „jakie składniki nie należą do podstawy żywienia dzieci”, więc to zupełnie co innego. No, musiałam to z siebie wyrzucić. Wracając do serka, były dostępne inne smaki ale moja skleroza daje o sobie znać i nie pamiętam co tam jeszcze było. Wybrałam ten bo rzucił mi się w oczy napis „ciasteczkowym”, nie ma to jak robić świadome zakupy.
*uprzedzając komentarze, tak wiem o co chodzi w tym dopisku, żeby ludzie nie marudzili, że wizerunek na wieczku różni się od zawartości. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to głupie i absurdalne.
Smak: serek jest gęsty i mocno kremowy ale równocześnie jest pełen grudek. Taa, te grudki, co widzicie na zdjęciach, to nie rodzynki tylko zbrylony serek. Nie jest przesadnie słodki, jadłam gorsze ulepki. Na pierwszy plan wybija się smak pomarańczy, przez chwilę wnikliwie i podejrzliwie oglądałam wieczko, czy aby czasem przez pomyłkę nie kupiłam serka pomarańczowego, nie, wszystko było w porządku. W masie są wyczuwalne małe strzępki skórki pomarańczy oraz, rozszarpane przez dziką biedronkę, rodzynki, masakra. Ale wszystko pięknie ładnie i zgrabnie, tylko gdzie ten smak ciasteczkowy, no ni ma. 
Przepłukałam usta wodą, za pomocą patyczka wybrałam z łyżeczki wszelką obecność skórki pomarańczowej i znowu spróbowałam, nadal nie ma. Dla mnie to zagadka, czemu tu jest napisane „o smaku ciasteczkowym” jak tego smaku nie ma, niech mi to ktoś wytłumaczy. Chyba, że mówimy o ciastkach pomarańczowych, z tym jestem skłonna się zgodzić. W sumie jest to smaczny serek, chyba, ze ktoś nie lubi skórki czy rodzynek. Mi smakował, zjadłam ze smakiem i czułam się nasycona, tylko ten brak smaku ciasteczkowego wprowadza pewien fałsz i za to odejmuje punkty.
Ocena: 8/10
Kaloryczność:100g/119kcal, w porcji(150g)/178kcal
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena: mamuśka wywaliła paragon, więc nie wiem

Wiecie co, mam wrażenie, że stałam się znawcą od promocji w mojej rodzinie, szczególnie jeśli chodzi o Biedronkę, wizaż uczy, wizaż bawi wizaż nigdy cie nie zdradzi (ale komórkę mu przetrzepać nie zaszkodzi)
Pa

33 komentarze:

  1. serka nie jadłam a czekolada kokosowa jest dla mnie zdecydowanie za słodka mimo, że kokos uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ta to zdecydowanie jest za słodka.

      Usuń
  2. A moim zdaniem kiedyś były o wiele wiele smaczniejsze. Pamietajac ich smak z dziecinstwa zrobilam na promocji zapas rok temu i do dziś się z nimi męczę ...O_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dzieciństwie ich nie jadłam więc nie mam porównania, pewnie to dobrze ;D

      Usuń
  3. jadłaś już białego WW? w uj słodki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam i nim ale jeszcze nigdzie nie widziałam, nawet za bardzo mnie nie kusi, tak szczerze.

      Usuń
    2. Ww są okropne ... oblane nie wiadomo.czym ... biała polewa może być okropna

      Usuń
    3. Czyli to biała polewa a nie czekolada, tym bardziej czuję się zniechęcona.

      Usuń
    4. Biały WW? *_* Chcę go! Ale też nigdzie nie spotkałam, jakieś wskazówki? :D

      Usuń
    5. Ja ci nie pomogę, z ciekawości specjalnie popatrzyłam w Realu i w Społemie i nie było, w innych sklepach nie patrzyłam.

      Usuń
    6. Ja dorwałam w Almie. Ale mnie specjalnie nie posmakował, za słodki i polewa mogłaby być lepsza.

      Usuń
    7. Ja tylko jestem ciekawa składu polewy, pewnie za jakiś czas gdzieś ją przyjrzę i wtedy obejrzę ale raczej wątpię czy kupię.

      Usuń
  4. Jak byłam dzieckiem to te czekolady smakowały jak czekolady, nawet je z Niemiec przywoziłam. Teraz z tego zrobili taki słodki ulepek (nacięłam się na kilka różnych wersji i juz więcej nie kupię)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, jakieś 4 lata temu jadłam jedną z nich i mi smakowała ale nie chce wydawać kasy na ulepki.

      Usuń
  5. Biedronkowy serek jadłam w wersji waniliowej i wyglądał, hm, lepiej. Nie miał grudek, miał zajebistą gęstą konsystencję, ale był strasznie słodki (a ja lubię słodkie, więc wiedz, że coś się dzieje :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli albo grudkowata konsystencja ale straszna słodycz, ani jedno ani drugie za bardzo nie zachęca ;)

      Usuń
    2. Przed chwilą zjadłam brzoskwiniowy. Nie był za słodki i nie miał grudek. Pewnie minusem są Te-Wszystkie-Straszne-Chemiczne-Rzeczy, które do niego dosypali, ale trudno, raz się żyje.

      Usuń
    3. Może miałam pecha z tymi grudkami ale ważność była do końca miesiąca więc teoretycznie miałam jeszcze czas.
      Raz się żyje ale według niektórych będzie to życie pełne cierpienia, tłuszczu i okrutnego końca, aż ma się ochotę spytać czy te osoby żyją w gumowej bańce z oczyszczonym powietrzem i żywią się tylko produktami z zabezpieczonej, przed wszelką chemią z powietrza, gleby i wody, szklarni.

      Usuń
  6. Czekolada wygląda na idealną dla mnie :D
    Serka nie jadłam, na wątku było napisane, że sztucznie smakuje i jakoś się zniechęciłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TEż myślałam, że jesst stworzona dla mnie ale jednak okazała się za słodka na to miano, może u ciebie będzie inaczej.
      Może nie tyle co sztucznie (według mnie) tylko za mocno było czuć pomarańczę.

      Usuń
    2. Myślę, że bardziej mi ta czekolada podejdzie, niż Tobie, ostatnio się nad nią zastanawiałam w Kaufie, ale ostatecznie wzięłam kaufową Katy z chrupkami.

      Usuń
  7. Ten serek to mi bardziej na taki sernikowy pasował,niż na ciasteczkowy, ale widocznie ja mam dziwne smaki, zupełnie różne niż producent ;) Strasznie on sztuczny, ale jednak lepszy niż banan -czekolada-tamten to tragedia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Producent powinien bajki pisać bo raczej niemożliwe było wyczuć jakikolwiek ślad ciasteczek.
      Uff, dobrze, że jednak nie wzięłam tego bananowego, bo też się nad nim zastanawiałam.

      Usuń
    2. Jak dla mnie ten bananowy to świństwo, nie wiem jak można zepsuć smak banana i czekolady,ale jednak można :(

      Usuń
    3. Trzeba mieć talent a specom od żywności nie można odmówić talentu ;D

      Usuń
  8. Też mam wrażenie, że te czekolady nie są już tak dobre jak kiedyś, chociaż może po prostu zmienił mi się gust. A najlepsze w nich jest to, że od razu są podzielone na takie równiutkie kosteczki :D Tej kokosowej nie próbowałam, ale lubię kokos i słodkie też lubię, więc może mi smakować. Serek to nie moja bajka, więc się nie wypowiem :P
    P.S. "pies wam gębę lizał" - śmiechłam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kosteczki są świetne, nie było irytacji przy nierównym łamaniu jak to czasami bywa przy innych tabliczkach.Spróbować zawsze możesz, jak będzie za słodkie to zawsze możesz jeść mniejsze porcje tej czekolady aby się nie zasłodzić.
      Ta chwila triumfu jak się okazało, że Niemcy mają mniej smaków niż Polacy :D

      Usuń
  9. swietny pomysl na bloga! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak pisać bloga to o czymś co się lubi, do czego ma się stały dostęp i na co nie szkoda kasy, prawda? ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. lubię te czekolady! kosteczki rozpływają się w ustach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojedyńcze kosteczki mogą być, gorzej jak chce się więcej, wtedy nieco jednak zamula :D

      Usuń
  12. Jak lubisz kokosowe słodkości, to przetestuj koniecznie taki batonik Rapunzel czy coś takiego - ja go znalazłam w sklepie ze zdrową żywnością, ale widziałam też w almie. Niestety dość drogi jak za taką wielkość, ale pysznyy :) O bounty mam to samo zdanie, ale rafaello jest pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, może będzie w sklepie ze zdrowa żywnością, dzięki za cynk bo dość fajnie wygląda :)

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.