13.07.2013

Toblerone czekolada mleczna i Milka Vanilia cream



Ach ci szwajcarzy

Dwa w jednym czyli witam serdecznie w notce „Dwa kompletne niewypały czyli jak się zawiodłam  na Szwajcarach i czemu nie lubię płynnych nadzień”.  Jedną z tych omówionych niżej czekolad to zjadłam już jakiś czas temu ale tak mnie zniechęciła, że nawet nie miałam ochoty o niej pisać. Jednak jako, że obecnie jedzona słodycz również okazała się badziewiem, stwierdziłam, że zabiję dwa ptaki za pomocą jednego kamienia (METAFORYCZNIE! Nie wzywać TOZ bo ja ptaków nie krzywdzę, chociaż te gołębie…)Znalazłam krótką notatkę, napisaną podczas konsumpcji i wzięłam się do pisania. 
Największy zawód sprawiła mi czekolada Toblerone, tyle się nasłuchałam o tym jaka ona jest świetna, niebo w gębie, ambrozja i kocham całą ludzkość po pierwszym kęsie. Ciekawił mnie nietypowy kształt, tylko ta cena z lekka odstraszała. Ale jak zobaczyłam w Piotrze i Pawle małą wersję tego wyrobu to długo się nie wahałam. Wersja miniaturowa była tylko w jednym smaku, nawet specjalnie nie patrzyłam na skład, wystarczyła mi świadomość, że nie ma w niej chałwy czy marcepanu. Pewnie wiecie co to za czekolada ale dla nieuświadomionych(tyle się przecie mówi o nieudolnych zajęciach z WDŻ): Toblerone to baton czekoladowy z kawałkami nugatu, migdałów i miodu. Są 4 rodzaje tych czekolad (jak dla mnie to czekolada nie baton): mleczna, biała, gorzka oraz, niedawno wprowadzony wariant, z rodzynkami, dość skromnie moim zdaniem.
Smak: już po otwarciu i po poczuciu zapachu to się zawiodłam, nie było smakowitego aromatu pysznej czekolady, nie tego oczekiwałam. Czekolada jest mleczna, mniej słodka od Milki ale wciąż bardzo słodka, niby miał tam być miód, całkiem możliwe, coś tam lekko miodowego wyczuwałam ale tylko lekko. Z pewnością nie wyczułam kakao, czyli ma coś wspólnego z Milką (oprócz producenta,  którym jest Mondelez, wcześniej Kraft Foods). Przy jedzeniu czułam taki dziwny, paskudny posmak, trochę jak w tanich, złej jakości czekoladach. Dziwne biorąc pod uwagę, że ta czekolada teoretycznie powinna być dobrej jakości. 
Jednym z elementów tego produktu są drobno zmielone, zmasakrowane i stłamszone migdały, zdecydowanie zbyt małe aby dały jakikolwiek smak, chyba, że się człowiek dobrze postara. No i pozostały jeszcze te kawałki nugatu, jedyne co one dały to rozrywkę w postaci „odklej to z zębów”. Za małe abym poczuła smak , odpowiednio małe aby wleźć w każdą szczelinę gębową. Ogólnie to jest to wszystko zjadliwe ale mi za bardzo nie smakowało, spodziewałam się, że będę się rozpływać jak przy białej czekoladzie Lindta ale tak się nie stało. Może trafiłam na felerny egzemplarz, przynajmniej mam taką nadzieje, kupiłam jeszcze dużą białą wersję i byłabym zła jakby się okazało, że to również nie jest warte swojej ceny.
Ocena:4/10
Kaloryczność: 100g/530kcal, całość(35g)/186kcal
Gdzie kupiłam: Piotr i Paweł
Cena: nie pamiętam, sorki ale na pewno koło 2 zł


Drugą czekoladą, której jedzenie nie sprawiło mi przyjemności jest Milka vanilia cream czyli: czekolada mleczna z nadzieniem mlecznym o smaku waniliowym i nadzieniem waniliowym. Od momentu gdy zobaczyłam, że te nadzienie waniliowe jest w postaci płynnej, miałam wątpliwości czy na pewno chce jej spróbować. Nawet nie rozważałam tego aby ją kupić w normalnej cenie, ja czekałam na promocję, no i się doczekałam. Leżała sobie jakiś czas w mojej skarbnicy, aż w końcu doszłam do wniosku, że nadszedł jej czas.
Smak: jaka mleczna czekolada Milki jest każdy widzi; nie będę się o niej rozpisywać bo smakuje normalnie jak przeciętna Milka. Moim pierwszym problemem było to, że ta czekolada była tak miękka, że wręcz zamieniała się w maź w palcach. Rozumiem wysokie temperatury itp. ale z innymi czekoladami nie miałam takiego problemu. Musiałam schować ją do lodówki (między puszką mleczka kokosowego a miseczką z niezidentyfikowaną zieloną zawartością*)co szczerze nie za bardzo pomogło na płynne nadzienie. 
No właśnie, te płynne waniliowe cudo, było go zdecydowanie za dużo. Ono wręcz skapywało z tej czekolady. Musicie wiedzieć, że szkice do postów robię w ten sposób, że przy jedzeniu od razy na komputerze zapisuję swoje wrażenia. Tutaj jedną ręką próbowałam coś napisać, jednocześnie drugą desperacko usiłowałam nie dopuścić  do tego, aby wszystko dookoła mnie zaczęło się kleić z powodu tego nadzienia.  Smakowało niczym bardzo słodki waniliowy budyń, wkurzający, klejący się budyń, słodycz nieco zamulająca. Bardziej podpasowało mi te drugie, stałe nadzienie,. W masie widoczne są małe ziarenka niby wanilii. Mniej słodki od tego płynnego cholerstwa, dość miękki. Na języku wyczuwało się delikatny posmak wanilii, bardzo dobry. Naprawdę nie miałabym nic przeciwko jakby to ta czekolada składała się tylko z tego nadzienia. Nie jestem zachwycona całością, ba ja nawet nie jestem zadowolona, nie czerpię z jedzenia tego produktu żadnej przyjemności a to powinna być podstawa, prawda? Nienawidzę jak mi się palce kleją od jedzenia a z tą czekoladą jest to nieuniknione. Nie wspominając o tym, ze jest po prostu za słodka, nie dla mnie i już.
*Przypuszczam, że w każdej lodówce jest cos takiego, zazwyczaj albo w słoiczku albo w plastikowym opakowaniu, nikt nie wie co to jest ani skąd się to tam wzięło, za to wszyscy boją się sprawdzić  i nikt tego nie chce wywalić
Ocena: 5/10
Kaloryczność: 100g/455kcal, 3kostki(20g)/91kcal
Gdzie kupiłam: Społem
Cena: 2,99zł
Mam nadzieje, że nie zlinczujecie mnie za negatywną ocenę Toblerona, pamiętajcie, że to tylko moja osobista opinia, więc proszę odłożyć te widły, pochodnie i zgniłe pomidory. A żeby was ułaskawić to podam wam informację, że w Piotrze i Pawle jest teraz promocja na letnią edycję Ritter Sport (3,49zł). Mogę polecić białą z kokosem, podobna była też w tamtym roku i była przepyszna, co do dwóch pozostałych smaków to się nie będę wypowiadać bo ich nie próbowałam.
Pa

25 komentarzy:

  1. Oj, jeżeli chodzi o gołębie to też mnie irytują;]...a co do tych czekolad, to po Twojej recenzji raczej sięgnę po coś sprawdzonego jak będę miała ochotę na czekoladę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One w ogóle już się nie boją ludzi, jak lecą to tak nisko, że muszę robić uniki bo inaczej dostałabym w głowę.
      Czasami nie warto eksperymentować, tylko, że ja lubię szukać nowych perełek ;D

      Usuń
    2. mnie nawet do domu wchodziły jak zostawiałam uchylony na noc balkon;p

      Ja też skuszę się na coś czego nie znam, z różnym skutkiem, ale to chyba jak każdy;)

      Usuń
  2. Toblerone sa przereklamowane ... nie warte ceny i uwagi nawet gorzka jest tak slodka ze nie da sie jej zjesc o_O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się trochę boję tej białej...

      Usuń
  3. Czemu, czemu u mnie nie ma Piotra i Pawła?!

    Co do Toblerone - jadłam wersję z białej czekolady i pamiętam, że mi smakowała, jednak też uważam, że toblerone jest stanowczo przereklamowane.

    Milki z nadzieniem w ogóle nie ruszam, bo sama milka to dla mnie słodki ulepek, a z nadzieniem w większości jest niezjadliwa. Kiedyś koleżanka poczęstowała mnie wersja karmelową i mnie na dłuższy czas zakleiło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz ja sobie zadaje to pytanie tylko zamiast PiP to jest Alma/Kaufland/Inter Marche itp. ;D
      No niestety większość nadziewanych czekolad to jest cukier z cukrem posypany cukrem.

      Usuń
  4. W Lidlu też jest promocja na Rittery (są bodajże za 3 zł), ale w moim niestety wczoraj już niewiele ich zostało :/ Kupiłam jednak biało-mleczną i jest niezła, w sam raz do kawki. A Toblerone zdecydowanie przereklamowane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miałam dzisiaj zajść do Lidla. Chociaż jak ostatnio patrzyłam to wybór był dość marny ale będę musiała sprawdzić :)

      Usuń
    2. A w moim Lidlu nie ma ?! Jak to mozliwe ?

      Usuń
    3. Może była tylko do wczoraj? Niestety nie mam Lidla blisko i rzadko bywam :/ Albo tylko taka lokalna promocja, chociaż nie wiem, czy to się w ogóle zdarza w takich sklepach.

      Usuń
    4. Możliwe, że to tylko lokalna promocja, albo po prostu data zdatności do spożycia powoli się kończy i chcą się pozbyć zalegających sztuk.

      Usuń
    5. W Almie jest też promocja na Rittery. Wiem, nie wszyscy mają Almę, mam to korzystam :). Tylko to jest najwidoczniej promocja lokalna, bo w gazetce nie widziałam przeceny.

      Usuń
    6. Żyję nadzieją, że w obecnie budowanych galeriach będzie ta (cenzura) Alma, tyle fajnych produktów i przecen przelatuje mi przed nosem.

      Usuń
  5. Toblerone nic nie można zarzucić poza tym, że to potworny ulepek... Ale też zanim spróbowałam wyobrażałam sobie, że to niewiadomo jakie cudo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak samo to sobie wyobrażałam, tak się zawieść.

      Usuń
  6. Co do Toblerone to kwestia gustu - ja jestem za kazdym razem proszona o "zapasy" - ostatnio szczegolnie Toblerone Almond (mleczna czekolada z delikatnie solonymi, karmelizowanymi migdalami i miodowo-nugatowymi chrupiacymi czastkami czy cos takiego) - ale ja przywoze ze "zrodla" czyli prosto ze Szwajcarii - i dodam tylko, ze to nie to samo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że produkty tej samej marki potrafią się różnić smakiem w zależności na jaki rynek są przeznaczone. To by tłumaczyło te zachwycone recenzje i komentarze na temat tych czekolad.

      Usuń
  7. Moja siostra jest fanką tego wynalazku, jak dla mnie to zbyt słodka przyjemność, po tym małym trójkąciku wysiadam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona nie dość, że jest bardzo słodka to jeszcze jest taka bezpłciowa i mdła.

      Usuń
  8. Jakoś ta Milka, pomimo całej mojej miłości do Milki mnie wyjątkowo nie kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, lubię Milkę i najczęściej jej słodycz mi nie przeszkadza ale ta wersja smakowa to lekki niewypał.

      Usuń
    2. Ja kocham Milkę za słodycz właśnie, ale do płynnych nadzień mam podobny stosunek, jak Ty, wkurzające są i wolę coś, co nie ścieka i nie kapie z czekolady.
      Toblerone w ogóle mi pupy nie urywały nigdy, podobnie jak Ritterki.

      Usuń
  9. A moim zdaniem Toblerone w postaci batonika nijak się ma do prawdziwego Toblerone,ja na szczęście najpierw posmakowałam tej prawdziwej wersji,bodajże 170g z tymi sporymi trójkącikami i byłam w niebie:D Od pierwszego kęsa właśnie w pełni zrozumiałam i zaczęłam podzielać zachwyt o którym naczytałam się w internecie. Czekolada jest przesłodka,dla niektórych może aż za słodka,ale jako że ja nigdy w życiu nie jadłam jeszcze nic dla mnie 'za słodkiego' i tak prywatnie to nie uznaję takiego negatywnego stwierdzenia:D Więc była dla mnie po prostu przepysznaa:) Potrafiłam zjeść jakieś 8 takich sporych trójkątów:D

    No i po jakimś czasie zauważyłam właśnie Toblerone w postaci batonika,bez zastanowienia wiedząc jak idealny smak tej czekolady jest;zakupiłam go i przeżyłam niesamowite zaskoczenie i zawód. Te prawie że mikroskopijne w porównaniu z tymi które wcześniej jadłam trójkąciki były praktycznie bez smaku,1938328 razy gorsze od tych w normalnym rozmiarze. Doszło do mnie że to chyba dla tego że w sumie to może i sama czekolada Toblerone jest dość średnia,a to jej połączenie z tymi dodatkami sprawiało że zamieniała się w kawałek czekoladowego nieba na ziemi. No i w tych mikroskopijnych trójkącikach jednak nie mieści się wiele tych dodatków,w sumie to nie ma ich prawie w ogóle w porównaniu z dużą wersją i to chyba dlatego jest ona o tyle lepsza;) Także na prawdę polecam ci ją kiedyś posmakować-nie pożałujesz:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje mi się, że Toblerone odebrałam jeszcze gorzej (o ile to możliwe). Kurde, a kiedyś to był dla mnie wyznacznik czegoś pysznego... Czy ja nigdy wcześniej tego posmaku nie czułam? Dopiero teraz? Uh.

    OdpowiedzUsuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.