29.07.2013

Mullermilch Biała czekolada i orzechy makadamia



Pomysł dobry ale wykonanie…

Kolejny wynalazek jaki wypatrzyłam w Realu. Naturalnego, krowiego mleka praktycznie już nie piję, do płatków używam koncentratu mleka sojowego. Ma on parę zalet: na wiele dłużej mi starczy no i nikt mi go nie wychlewa ukradkiem, tak, że rano mogłam mieć nieprzyjemna niespodziankę w postaci braku mleka.* Od czasu do czasu użyję trochę tego krowiego płynu cyckowego do cappuccino czy innej mlecznej kawy ale tylko tyle. Mleczne napoje smakowe również za bardzo mnie nie pociągają ale czasami człowieka weźmie taka chcica, że choćby się dach walił z głośników sklepowych dobiegałaby prymitywna rąbanka „muzyczna”(w cudzysłowie bo muzyką bym czegoś takiego nie nazwała)to nie wyjdzie się z Centrum Zaopatrzenia Głodomorów, dopóki nie weźmie się pożądanego produktu. Na marginesie to pewnego razu obudziłam się ze straszną ochotę na placki ziemniaczane z grzybami, problem w tym, że nie lubię placków ziemniaczanych, a grzybów tym bardziej, więc panowie pamiętajcie: nie tylko kobiety w ciąży mają dziwne zachcianki. Wracając do głównego tematu, zobaczyłam tą limitkę przy jogurtach deserowych i …kompletnie olałam. Tak samo było w dwóch następnych przypadkach. Dopiero ostatnio poczułam, że tak, teraz to muszę to wziąć bo zdechnę bez tego mleka i jak w ogóle mogłam żyć bez tego produktu. Podejrzewam, że jakby ktoś stanął mi wtedy na drodze, z punktu A do punktu docelowego, to pewnie bym zagryzła, a z pewnością rzuciła mordercze spojrzenie i zasyczała z furią.
*chociaż nic nie przebije sytuacji kiedy zostawiłam przygotowaną miskę niezalanych płatków w kuchni i wyszłam do łazienki, a po powrocie przyłapałam tatuśka, jak pakował sobie całą garść MOICH płatków do gęby. Jak mnie zobaczył to zrobił minę pod tytułem „Jestem na środku autostrady i wprost na mnie kieruje się potężny tir” , sygnał alarmowy tira, czyli mój wrzask, postawiłby na nogi zmarłego. Od tej pory płatki śniadaniowe trzymam w swoim pokoju.
Mullermilch Edycja limitowana, napój  o smaku białej czekolady i orzechów makadamia. Trzeba przyznać, że ta buteleczka niesamowicie przyciąga wzrok, można było ją przyuważyć z daleka. Raz pisałam już o innym limitowanym smaku tego napoju, coś tam z bananem (nie chce mi się sprawdzać, gorąco jest i mam lenia)Z takich normalnie dostępnych wersji to jeszcze fajnie zapowiada się kokos z pistacjami. 
Smak: konsystencja  jest nieco bardziej gęsta niż normalne mleko ale mniej niż jogurt pitny, coś tak pomiędzy. A sam smak to … no nie wiem nie za bardzo mi odpowiada, z czymś mi się kojarzy ale nie mogę sobie przypomnieć z czym. Przypuszczam, że to jest smak orzechów makadamia ale jako, że ja nigdy tych orzechów nie jadłam, to nie mam pojęcia skąd znam ten smak, teraz będzie mnie to męczyć prze długi czas. Tak jak piosenka, która gra nam w głowie a my nie możemy sobie przypomnieć skąd ją znamy, pewnie znacie to uczucie. Wkurwiające jak diabli. Oprócz tego smaku wyczuwa się również cukier i to w ilości nieco mi przeszkadzającej. Jestem w stanie wypić 100ml na raz i nie więcej, bo czuję, że mi zęby krzyczą z przerażenia a dentysta zaczyna się śmiać, diabolicznie. Przez to wszystko przebija również waniliowo-śmietankowy smak białej czekolady. Ale nie takiej pierwszej klasy tylko takiej badziewnej i mało smacznej. Pozostawia w ustach nieprzyjemny posmak zmuszając człowieka do natychmiastowej pomocy w postaci pasty do zębów lub gumy do żucia.  
Jak dla mnie nie jest to zbyt udana limitka, połączenie smakowe zapowiadało się smakowicie a wyszło jak wyszło. Na razie odechciało mi się eksperymentów z produktami Mullermilch, wersja smakowa z kokosem będzie musiała trochę poczekać, aż mi przejdzie ten lekki niesmak pozostały po tej edycji. Dało się to wypić bez jakiegoś wielkiego obrzydzenia ale nie jest to produkt, który kupię ponownie.

Ocena: 4/10
Kaloryczność: 100ml/78kcal
Gdzie kupiłam: Real
Cena: promocyjna 2, 39zł, normalnie to powyżej 3 zł.
Z produktów mlecznym to teraz może rozejrzę się za jogurtem pitnym Jovi, mam nadzieje, że będzie lepszy niż ten napój.

Rany, mam nadzieje, że dzisiaj nie będzie tak gorąco jak wczoraj, nie wiem czy dam radę łazić 4 godziny w pełnym słońcu po najgorętszej ulicy w mieście. Życzcie mi braku udaru słonecznego, bo tego trochę się obawiam. Z obawy przed zemdleniem nawet gacie zmieniłam*, działając według mądrości Sir Pratchetta „I zawsze noś absolutnie czystą bieliznę, codziennie, bo nigdy nie wiesz, czy nie przewróci cię i nie stratuje na śmierć spłoszony koń, a kiedy ludzie zobaczą, że masz na sobie brudną bieliznę, umrzesz ze wstydu.”
*humor, niechlujem nie jestem.
Pa

14 komentarzy:

  1. Kokosowo-pistacjowe jest niezłe, z 5 lat temu w czasach studenckich miałam przez jakiś czas ciśnienie na tego typu napoje i chyba ze wszystkich Mullerów kokosowy najbardziej mi podszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się coraz bardziej zachęcona :D

      Usuń
    2. Pamiętam, że bananowe średnio mi podeszło, bardziej smakowało mi takie w kartoniku, nie pamiętam jakiej firmy, chyba Wypasione. Ale kokosowe niezłe, aż chyba sobie kupię :D Tylko ostrzegam - słodkie bardzo ;)

      Usuń
    3. Myśle, że zaryzykuję z tą słodyczą, no bo kokos ;D

      Usuń
  2. Wersję kokosowo-pistacjową wszyscy chwalą, ale ja nie lubię kokosów, to nie wiem. Kiedyś nawet kupiłam, pamiętając, że to jest napój pistacjowo-jakiś. I jak zobaczyłam, że jakiś znaczy kokosowy, to zakrzyknęłam: "Nosz, kurwa...". W każdym razie podobno dobry i nie ma się czego bać :D.

    Co do mądrości Sir Pratchetta, mam własną: "Kobieto, miej zawsze miej absolutnie wydepilowane kończyny dolne, albowiem nie znasz dnia ani godziny, kiedy sobie którąś skręcisz lub złamiesz i będziesz płonąc ze wstydu przed zgrają medyków".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyki dla osoby wielbiącej kokos będzie idealny ;D (z ciekawości; a lubisz Raffaello?)
      A, ta druga mądrość również wyraża wszystkie moje obawy jak mi się nie chce chaszczy ścinać, miałam raz nawet taki koszmar.

      Usuń
    2. W sumie lubię Raffaello, również w formie ciasta, które robi moja mama. Oczywiście, jak mam wybór, to z tych drogich smakołyków wolę wybrać chociażby Ferrero Rocher. Raffaello i Princessa to dwie rzeczy z kokosem, które jestem w stanie zjeść bez bólu. Ale już np. pożarcie Bounty mnie przerasta.

      A, ja kiedyś skręciłam szkitę i jedyne o czym wtedy myślałam to: "Boże, jak dobrze, że jednak ogoliłam nogi..." :D

      Usuń
    3. Wiesz, pożarcie Bounty nie również przerasta, zdecydowanie za słodkie i mdłe.
      Prawdopodobnie też bym tak myślała, albo też "O kurr... nogi mam jak u małpy, sziiiit"

      Usuń
  3. Wersja pistacjowa jest świetna, ale toto mnie nie przekonuje. Jadłam orzechy makadamia i średnio mi smakowały, bo własciwie nie miały smaku i były bardzo tłuste

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez smaku? Czyli mniej więcej by się to zgadzało, lepsze tutaj by były orzechy włoskie lub laskowe.

      Usuń
  4. Biała czekolada i orzechy makadamia jakoś do mnie nie przemawiają, ale na kokos z pistacją chętnie bym się skusiła. I kiedyś chyba nawet to piłam, ale kompletnie nie pamiętam jak smakowało, najwyższy czas sobie przypomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tej pory te połączenie smakowe również nie będzie do mnie przemawiać. Ja na kokos z pistacją trochę poczekam aż mi przejdzie niesmak po tym mleku.

      Usuń
  5. Rozbawiłaś mnie tą opowieścią o Tacie i płatkach :D Mi nikt nie wyjada, zwłaszcza odkąd przerzuciłam się na owsiane, ale jak rano okazuje się, że nie ma mleka... mogę zabijać!
    ...Tylko nie wiem kogo, bo w porze śniadania jestem sama w domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owsiane też jem ale płatki kukurydziane uwielbiam. Wtedy mi do śmiechu nie było, jestem niezwykle terytorialna jeśli chodzi o moje żarcie więc takie naruszenie mojej własności wywołało u mnie niezłą furię.

      Usuń