13.06.2013

Karina, niemiecka czekolada kawowa



Ja, das is gut.

To zabawne jak czasami nie widzimy tego co jest prawie pod naszym nosem. Nie, nie będzie to post w stylu „do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że mój najlepszy przyjaciel jest świetnym materiałem na męża, chyba go kocham”. W harlequinach nie gustuję, od romantycznych, przesłodzonych wyznań gnije mi wątroba a ślepia turlają się w oczodołach . A będąc przy temacie, to uważam, że osoby marudzące i jojczące, że tkwią w tzw. Friendzone* to bezjajcowe pipy, które powinny albo wyłożyć karty na stół albo znaleźć sobie inny obiekt zainteresowań.  No musiałam to z siebie wyrzucić, w końcu niezdrowo jest tłumic emocję. Ale jak zwykle ostro zboczyłam z drogi i skosiłam po drodze parę krzaków. Niedawno, od sąsiadki usłyszałam, że w pobliżu funkcjonuje mały sklepik z chemią niemiecką, a zazwyczaj tam gdzie sprzedają chemię niemiecką, są również niemieckie słodycze. Chyba rozumiecie, że nie mogłam darować sobie małej wyprawy (2 minutowej dokładnie). Nie powiem żeby było tam tych słodyczy bardzo dużo ale za to raczej niespotykane w normalnych polskich sklepach. Były też i czekoladki Ritter Sport, niestety tylko w wersji rumowej. Po krótkim przeglądzie i małej walce wewnętrznej, gdzie wszystkie moje osobowości optowały za różnymi produktami, wybrałam tą niżej pokazaną czekoladę. W domu zauważyłam, że ma małą, acz dość istotną wadę: data ważności kończy się za tydzień, musiałam więc otworzyć ją w jak najszybszym terminie.
*czyli układ w którym osoba(zazwyczaj facet, a przynajmniej to oni najczęściej marudzą) wciela się w rolę najlepszego przyjaciela w nadziei, że może w końcu uda się dobrać tej drugiej osobie do majtek. Najczęściej ta druga osoba nie jest nawet w pełni świadoma, że „przyjaciel” ma ochotę na coś więcej, bo tamten /tamta nie mówi wyraźnie co czuje, woląc żalić się na forach internetowych lub demotywatorach czy innych kwejkach.
Ehem, Feine Kaffe Sahne Schokolade, a w normalnym, ludzkim języku to będzie: czekolada kawowo-śmietankowa i biała czekolada. Jest to tabliczka 200 gramowa, zawinięta w piękne, nierwące się przy byle dotyku sreberko, cudo. 
Jest to produkt marki Karina, o której szczerze powiedziawszy nic nie wiem. Chociaż muszę powiedzieć, że wygląda zaskakująco podobnie do czekolady Chateau o podobnym smaku (na tą markę również wytrwale poluje, będę musiała się przejść na rynek bo podobna tam sprzedają)
Smak: po pierwsze, obie części czekolady przy odrobinie sprytu i sprawności dają się oddzielić, co znacznie ułatwiło mi ocenę. Najpierw zacznę od białej części tylko proszę mi tu nie zarzucać rasizmu. Mniej słodka niż inne białe czekolady, głównie śmietankowa z delikatną nutką wanilii. Dość twarda ale bez posmaku taniego tłuszczu dzięki czemu nie pozostawia w ustach paskudnego wspomnienia. Nie jest może najwyższych lotów ale w sumie jest dość smaczna, wydaje mi się, że po Lindtcie mam wygórowane oczekiwania co do białych czekolad. W tej części nie ma kawy, jest ona za to w ciemnej części. 
Moje kubki smakowe stwierdziły, że jest to czekolada mleczna, chociaż w smaku diametralnie różni się od Milki, bardziej wyczuwa się tu kakao niż mleczny posmak. Idealnie słodka z dominującym smakiem kawy, bardzo intensywnej, lekko gorzkiej i aromatycznej kawy. Mam na to jedno słowo: Pycha. Oba te połączone części dają w ustach efekt śmietankowo-czekoladowej kawy. Można się zakochać w takim połączeniu. Jeśli już się przeprowadzać do Niemiec to tylko dla ich czekolad. Może ta nie jest idealna, bo biała jest jednak nieco słabsza, ale jest zdecydowanie warta uwagi.
Ocena: 8,5/10
Kaloryczność: 100g/551kcal, 25g(4kostki)/138kcal
Gdzie kupiłam: sklep z chemią niemiecką
Cena: 6,50zł

Ludzie, ludzie wiecie co wyszło, wiecie? Trailer do drugiej części „Hobbita”czyli "The Desolation of Smaug", jest ekstra, super, Thorin, Bilbo rządzi, Legolas, brwi Thranduila, Thorin, Bard, Benedict jako smok, Thorin, beczki, tak, tak, tak (podekscytowany bełkot pomieszany z fanowskimi piskami i niekontrolowanymi ruchami ciała).
 Patrzcie, patrzcie. 
Wake me up when December comes.
Zbyt podekscytowana aby się prawidłowo pożegnać.

13 komentarzy:

  1. "O mój Thorinie... ;)"
    Czekolady nie jadłam i nie widziałam, ale muszę udać się do sklepu z chemia niemiecka poszukać czegoś na plamy z marchewki. :D Może akurat będzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli tej nie będzie to może coś innego ciekawego wypatrzysz :D

      Usuń
  2. Trochę to brzmi jak pełnowymiarowa wersja Merci Mocca, które uwielbiam :D Dzięki za cynk o trailerze, nie wiedziałabym, a też czekamy z TŻ na grudzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również na początku nie wiedziałam, że wyszedł trailer ale jak zobaczyłam tą burzę na tumblr to szybko go znalazłam :D

      Usuń
  3. Szczęśliwie nie mam niemieckich słodyczy w zasięgu ręki...inaczej nie dość, że bym przytyła to odchudziłabym portfel;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, czasami warto wydać więcej i nie przejmować się wagą ;)

      Usuń
    2. czasem tak...tym bardziej, że mój facet lubi jak kobieta ma więcej ciałka, bo jak twierdzi biodrami po kościach jeździć nie zamierza;p

      Usuń
  4. Może masz w pobliżu sklep Aldi? Tam są czekolady Chateau:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma, oczywiście. Zdziwiłabym się gdyby był. Pozostaje mi rynek.

      Usuń
    2. U mnie na rynku Chateau można dostać za 5 zł, a czasem i za mniej :D

      Usuń
    3. Szczęściara, będę musiała poszukać u siebie.

      Usuń
  5. Dlaczego "trailer", a nie "zwiastun"? -.-

    Czekolada zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dużo zagranicznych stron, szczególnie Tumblr, tam obejrzałam zwiastun, stąd mi się to wzięło :)

      Usuń