23.06.2013

Jogurt Nocciolata w stylu włoskim, Lidl



Kurtyna opada, braw nie będzie.

Zgodnie z zapowiedzią, dzisiaj będzie o jogurcie w stylu włoskim, z tygodnia tematycznego Lidla. Już pewnie wspominałam (ach ta krótka pamięć), że właściwie to rzadko jem jogurty, jak zobaczę coś ciekawego to i owszem ale tak, żebym musiała jakieś owocowe Jogobelle, czy inne Activię kupować, to nie. Ale właśnie, jak zobaczę coś nowego, ciekawego, innego, to czuję wewnętrzny przymus żeby to spróbować (i prawdopodobnie nigdy w życiu już tego nie kupić). Przeglądając gazetkę lidlowską przyuważyłam te niby włoskie jogurciki, smaki zabajone i marcepan nie wzbudziły mojego wielkiego entuzjazmu i wewnętrznego hip hip hurra ale za to nocciolata i ten z limonką to już tak, owszem. Będąc już w sklepie wahałam się miedzy tymi dwoma smakami. Czemu właściwie nie wzięłam obu na spróbowanie? Bo na tyle rzadko jem jogurty, że byłoby to wyrzucanie kasy i tyle. W końcu zdecydowałam się na ten przedstawiony poniżej.
Nocciolata czyli jogurt o smaku orzechowo-kakaowym z kawałkami orzechów. Hmm, ten obrazek na wieczku jest trochę mylący, można by się spodziewać, że tek kształt obok orzechów to jakieś toffi czy inny karmel a tu pupa blada. Przyznaje bez bicia, nie przeczytałam składu przed dokonaniem zakupu, więc się lekko zdziwiłam podczas robienia zdjęć, jak znalazłam informację co ja właściwie kupiłam. Nawet nie spodziewałam się takiego składnika jak kakao. Człowiek inteligentny powinien uczyć się na błędach, a biorąc pod uwagę, ile razy takie niespodzianki mi się przytrafiały, źle to świadczy o mojej inteligencji.

Smak: zacznę od konsystencji, bo w końcu jest to dość ważny czynnik w kategorii jogurtów. Rzadki i lejący się, nie tak bardzo jak jogurt pitny ale bardziej niż Jogobella. W środku widać takie ciemniejsze kropeczki, podejrzenia co do tych kropeczek zawarte są niżej. Jogurt jest bardzo słodki, aż za bardzo, pod koniec jedzenia miałam go serdecznie dość. Wyczuwa się odrobinę kwasowości ale nie za dużo, więc to żadna przeciwwaga dla tego cukru. Smak orzechów, no chyba odrobinę tam jest, dość ciężko to wyczuć, bardziej czułam śmietanką. Po kakao ani widu ani słychu, składnik-widmo. 
W składzie jest napisane, że jest to jogurt z kawałkami orzechów i w tym momencie możecie sobie wyobrazić słuchowo mój potępieńczy śmiech. Te ciemne kropki, których nawet nie wyczuwa się na języku, to kawałki orzechów. Niezły żarcik. Serio przegrzebałam cały jogurt w poszukiwaniu tych kawałków orzechów i na sam koniec doszłam do wniosku, że nie ma innej opcji, ciemne kropki to orzechy.  Brawo dla producenta, mógłby sobie darować te „kawałki orzechów”. Ogólnie to straszliwie się zawiodłam, nie tego oczekiwałam. Jest to słodki , mdły ulepek bez żadnego charakterystycznego smaku. Nawet zjadliwy, dla niektórych może i smaczny ale to nie jest to czego można oczekiwać po opakowaniu czy nawet składzie. Nie polecam.
Ocena:5/10
Kaloryczność: 100g/141kcal, 150g/211,5kcal
Gdzie kupiłam: Lidl
Cena: 1,55zł

A teraz uchylę wam rąbek tego co mam zamiar w najbliższym czasie zrecenzować. Poślę parę pocałunków, muffiny ochłodzą nam upalne dni no i będziemy zdrowe i piękne z kokosem i Madonną ;D. Jeszcze nie zdecydowałam o kolejności, się zobaczy jak to wyjdzie.
Pa

14 komentarzy:

  1. nie lubię takich smaków jogurtów...ja wolę bardziej tradycyjne czyli jakieś takie owocowe, albo naturalne;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie wolę takie wynalazki ale ten to wyjątkowy niewypał, owocowych to się nażarłam w dzieciństwie ;D Pamiętam jak jeździliśmy do Makro i tam braliśmy całe kartony Jogobelli, zawsze na sam koniec zostawały truskawkowe.

      Usuń
    2. O widzisz, a u mnie to różnie było z tymi jogurtami...może to właśnie dlatego, że mam ich niedosyt ciągle je jeszcze kupuję;)

      Usuń
  2. a dumałam czy któryś wziąć, ostatnio jednak jem tylko naturalne, więc wzięłam naturalny. W zasadzie lepiej chyba byłoby wsypać do niego kakao i zmielone orzechy-pewnie i smak lepszy i cena przyjemniejsza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, na takie coś jeszcze nie wpadłam, nawet ciekawie brzmi, spróbuje kiedyś, dzięki. ;)

      Usuń
    2. żeby nie było-nie próbowałam ;)
      A ta w ogóle to czy ja dobrze wydedukowałam,że panna historię studiuje? ;)

      Usuń
    3. Zgadza się Sherlocku ;D, jeszcze tylko rok.

      Usuń
    4. Zazdroszcze ja jeszcze conajmniej 3 lata, zwlaszcza zw dzisiaj poleglam ... :'(

      Usuń
    5. Zawsze jest kampania wrześniowa, na pierwszym roku też na jednym egzaminie poległam i miałam przekichane wakacje.

      Usuń
    6. a już rok po ;) Jestem dumną nauczycielką historii, to, że bez pracy to przemilczę ;)

      Usuń
    7. Ja specjalizacji pedagogicznej nie brałam bo i tak bym się nie nadawała na nauczycielkę, wolałam już archiwistykę. Pewnie mnie również czeka los bezrobotnej historyczki, tak to jest jak nie ma się zdolności techniczno-matematycznych :p

      Usuń
    8. moja siostra kończyła archiwistykę i z braku laku pisze doktorat -lepiej wyszła niż ja na swojej. Zamiast kaganka oświaty niosę niezliczone ilość CV błagając o miejsce w szkole-na razie męczę się w urzędzie miasta:(
      W ogóle to chciałam iść na specjalność muzealną, ale akurat mój rocznik musiał być tym, który już nie doświadczył tej przyjemnej specjalizacji :(

      Usuń
  3. Hmm... chyba myślą, że jak cena nie wysoka to już jakość nie musi być najlepsza, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno inne smaki są w porządku, tylko ja tak się wstrzeliłam.

      Usuń