22.06.2013

Jarmark na Jana czyli krótka historia Białegostoku



W końcu moje studia do czegoś zobowiązują.

W poście na temat targu kaziukowego stwierdziłam, że nie będę pisać o tle historycznym tego wydarzenia bo i tak nikogo nie będzie to interesować. Oczywiście w komentarzach znalazły się głosy, że nieprawda i te osoby chętnie by trochę przeczytały o tym. Ale powiem szczerze, nie chciało mi się wtedy pisać na tematy historyczne, pomyślałam więc, że notkę stricte związaną z moim kierunkiem studiów, zrobię na temat Jarmarku na Jana(który to odbędzie się jutro). A więc proszę bardzo, jeżeli historia was nie interesuje to zapraszam jutro na wpis o jogurcie lidlowskim, innych wariatów zapraszam do czytania moich wypocin.
Zanim zacznę od przedstawienia samego Jarmarku może zacznę od odpowiedzi na niezadane pytanie; Ale dlaczego to się nazywa na Jana? Aby to wytłumaczyć muszę wgłębić się trochę w początki istnienia tego co dzisiaj nazywamy Białymstokiem. Ahem [historyk mode on]
Dobra, może przesadziłam z tym początkiem, nie chce żeby ten post osiągnął jakieś monstrualne rozmiary, a w legendy też nie mam zamiaru się zgłębiać.  Do rzeczy, Białystok właściwie powstał wokół dworku nad rzeką Białą, ot do pana zamieszkałego w owym dworku należało parę wiosek i tyle, całe miasto składa się z centrum i parunastu osad wiejskich.  Z ciekawostek, to część dzisiejszego miasta należała do Korony a część do Litwy (po unii 1569). Właściciele tych terenów się zmieniali, najpierw to byli Tabutoczowie, a potem napatoczyła się rodzina Wiesiołowskich, jednak z braku potomków po śmierci ostatnich z tego rodu  Białystok przeszedł na skarb państwa. I wtedy przylazł taki gościu, Stefan Czarnecki się nazywał, może go kojarzycie? Za wybitne zasługi dostał on w prezencie (brak wzmianek czy prezent był ładnie opakowany) Białystok i starostwo tykocińskie. Jako dobry tatuś postanowił on podarować te tereny swojej córce Katarzynie, no cóż jedni dostają samochody inni Ipody a inni miasta. Mężem Katarzyny był Jan Klemens Branicki, i nie, to jeszcze nie ten Jan. O ich synku nie warto gadać bo nic za bardzo ważnego nie zrobił, dobra pałac przebudował ale nie własnymi ręcoma, więc się nie liczy.

 No i przechodzimy teraz do bardzo ważnej osoby w historii miasta, był to Jan Klemens Branicki, wnuk tego pierwszego Jana Klemensa, jak widać  cierpieli wtedy na koszmarny zanik twórczy w zakresie imion. Z prywaty to Jan był kontrkandydatem króla Stasia na tron Polski, wszyscy wiemy jak to się skończyło ( a jak nie wiemy, to ja się pytam co was uczyli w szkołach). Jan był również jednocześnie szwagrem króla Stasia. Trochę żal mi Izabelli Poniatowskiej, wyobrażacie sobie wyjść za mąż w wieku 18 lat za 59-letniego, dwukrotnie wcześniej żonatego, dziada? A fuj. Aha, i żeby nie było żadnych nieporozumień, niektórym nazwisko Branicki może się źle kojarzyć, Targowica, zdrada i tak dalej. Otóż białostoccy Braniccy (herbu Gryf) NIE mieli nic wspólnego z tym paskudnym zdrajcą(tfu, HAŃBA) Franciszkiem Ksawerym Branickim (herbu Korczak). Piszę to bo już się spotkałam z mylnymi opiniami na ten temat. Ale wracając do Janka, to dzięki niemu Białystok zaczął przypominać miasto a nie wioskę, zaczęła się rozbudowa i przebudowa, ratusz, różne szkółki, świątynie różnych wyznań itp. Rozwinął się handel a sam pałac stał się ośrodkiem  kultury. Ogólnie, to dzięki Janowi Białystok przestał być zapadłą dziurą, gdzie psy szczekają dup…tylną częścią ciała, a zaczęło się robić ciekawie. Mniej ciekawie się zrobiło jak się zaczęła ta przykra heca z rozbieraniem Polski (Rosja, Austria i Prusy byli zboczeńcami, mówię wam)ale to już temat na inną lekcję tfu post. No ale jako, że swoje lata świetlności Białystok osiągnął za Jana Klemensa to ten stał się takim patronem miasta, co objawia się tym, że dni Białegostoku są obchodzone w okolicach imienin Jana, a ważnym elementem dni miasta jest Jarmark. 

Co do samego jarmarku to można chyba napisać, że zaczął się od 1749 roku, kiedy to Janek wybłagał, wyżebrał i wyprosił (dobra, tu koloryzuje)królewski przywilej jarmarkowy od Augusta III Sasa (no tego pana to chyba kojarzycie), pierwotnie nazywany był Jarmarkiem świętojańskim. Według posiadanych przeze mnie informacji odbywał się on nieprzerwanie od tamtego roku, trochę w to wątpię bo jednak po drodze były takie drobne, nieco przeszkadzające wydarzenia jak I i II wojna światowa ale luzik, może rzeczywiście nie było przerw. Chyba od 1993 organizatorem jarmarku jest dział etnograficzny Muzeum Podlaskiego a miejsce tego eventu (takie modne słowo) przeniesiono z rynku Siennego na plac przy Ratuszu (który to, nota bene, nigdy ratuszem nie był ale to szczegół)[historyk mode off]
Jeszcze para(naście) lat temu na Jarmarku można było zakupić wszystko co było konieczne w gospodarstwie, tak, w to również wliczają się zwierzęta. Teraz to głównie można obejrzeć (i kupić) wyroby rzemieślnicze, cuda wianki z drewna czy wikliny, biżuterię artystyczną, a z żarcia to wyroby typowo regionalne z różnych miejsc Polski oraz z Litwy i Białorusi.
Jest to ciekawe wydarzenie ale musze powiedzieć, że nie za bardzo palę się do pójścia na ten Jarmark, głównie to dlatego, że będzie tam od groma ludzi a ja tłoku nienawidzę. Będzie pewnie tam grała jakaś ludowa muzyczka od której dostaje drgawek, no i prawdopodobnie z nieba będzie lał się żar. Pewnie szybko wpadnę, kupię parę rzeczy (precle, obwarzanki) i wypadnę, to nie na moje nerwy. Ale jednak to fajnie, że podtrzymuje się pewne tradycje, nawet jeśli ta tradycja to sprzedawanie grabi i sękaczy ;D

Mam nadzieje, że nie zanudziłam tych co wytrwali do końca, wy się cieszcie, że z powodu gorąca nie chciało mi się dźwigać wielkiego tomiszcza o historii Białegostoku z biblioteki, wtedy to bym się rozpisała.
Pa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz