25.06.2013

Hershey’s Kisses, Cookies’n Cream



Białe pocałunki

Dobra, sesja zdana, pracy ni ma* więc w tej chwili mogę skupić się na tym co istotne, czyli na prowadzeniu bloga, żarciu słodyczy i oglądaniu seriali. Chyba w tym życiu nie dam rady nadrobić wszystkich nieobejrzanych sezonów Supernatural, obczaić Hannibala, Walking Dead, American Horror Story, Vikings, Bates Motel, Breaking Bad (ta lista nie jest jeszcze zamknięta). Jestem no-lifem jakbyście nie zauważyli.
 Na pokazany niżej produkt czaiłam się już od dawna, trafiłam na niego przypadkiem jak masochistycznie przeglądałam sklep internetowy z zagranicznymi słodyczami. Wzdychałam i śliniłam się do monitora bo to, było czymś za czym moja dusza wołała i wyciągała metaforyczne rączki niczym crajzy- nastki do Biebera. To wewnętrzne cierpienie mej jaźni tak mi się rzuciło na mózgownicę, że nie wpadłam na pomysł, żeby poprosić kogoś o przesłanie mi małego opakowania tegoż produktu. Czasami umyka nam najprostsze rozwiązania. W końcu strzeliłam się w ten durny łeb i wystosowałam,  za pośrednictwem mamy, ładna prośbę o zapomogę w postaci…
*następna osoba która powie mi/napisze, że łatwo znaleźć pracę w wakacje, dostanie w czerep, albo realnie albo telepatycznie.
Hershey’s Kisses Cookies’n Cream, po naszemu Pocałunki (WTF) Hersheya, Ciasteczka i śmietanka. Wszystko świetnie tylko dlaczego to się nazywa „pocałunki”, to the Google. Ciocia Wikipedia twierdzi, że nazwa wzięła się z odgłosów jakie wydawała maszyna  robiąca ta czekoladki. Dobrze, że ta maszyna nie robiła innych dźwięków, wyobrażacie sobie jedzenie słodyczy o nazwie pierdzioszek albo smarknięcie albo bek albo… dobra lepiej się pohamuje zanim całkowicie wam obrzydzę jedzenie.

Smak: czekolada jak widać jest z tych z gatunku białych czyli niech was ręka boska broni aby ją jeść i w ogóle to lepiej idźcie zjeść gorzką, taką z 99% kakao a najlepiej to w ogóle nie jedzcie słodyczy bo to dzieci szatana i dupa wam urośnie od jednego ciasteczka(sarkazm jakby ktoś się nie połapał, tak znowu trafiłam na mądry inaczej program).
 Poziom słodkości jak to w białych czekoladach ale w odróżnieniu od tych gorszych, to nie ma tu posmaku taniej margaryny. Jest śmietankowo-waniliowa w smaku, delikatnie rozpływa się na języku wprawiając w stan błogości. Jak się całkowicie rozpuści, to na języku pozostają malutkie kawałki ciasteczek. Nie są może zbyt duże ale jest ich pełno. Delikatne ale jednocześnie lekko chrupiące, prawie w ogóle nie są słodkie co stanowi doskonałą równowagę dla czekolady. Wyraźnie czuć kakao oraz subtelną sugestię soli. Moja ocena całości jest taka: żałuje, że nie można tego ot tak sobie kupić w normalnym polskim sklepie. Jest przepyszne, może nie aż tak jak  biała czekolada z Lindt ale niewiele brakuje, nieprzesłodzone o wyraźnym smaku ciastek i delikatnej czekoladzie. Jedyną wadą tego produktu to jego wielkość, jestem ciekawa całej tabliczki.
Ocena:9,5/10
Kaloryczność: porcja (10 czekoladek)/220kcal
Gdzie kupiłam: paczka z USA
Cena: jak wyżej

Te maleństwa stanowią niebezpieczeństwo dla każdej osoby pilnującej wagę. Niby są takie małe i człowiek myśli, że przecież nie zaszkodzi jak jednego zjem. Nie oszukujmy się, są tak niepozorne i dobre, że nawet nie zauważycie jak wtranżolicie z 15 sztuk. Mówię z doświadczenia ;D Tak jak już wspominałam, w Polsce to produkty tej firmy można jedynie dostać przez internet, tutaj macie ten sklep. Wkleiłam do niego link bo i tak na tym nie zarabiam więc nie czuję się jak naganiaczka niewolników. Wprawdzie nie ma tej wersji w postaci „kisses” ale jest jako tabliczka.


Pa

12 komentarzy:

  1. tym razem to ja zaśliniłam klawiaturę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To lepiej nie wchodź na podaną przeze mnie stronę bo zatopisz klawiaturę ;D

      Usuń
  2. Hmm... Kusiły mnie póki były w papierku :p
    Gdyby były z gorzkiej to bym kupiła. Za białą gaci nie gubię - ot, słodki ulep i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja białą uwielbiam ale z chęcią bym jeszcze spróbowała mlecznej wersji (wszystkich wersji tak szczerze) ;D

      Usuń
  3. Broniłam się rękami i nogami przed wejściem na twojego bloga (słodyyyyyyycze...), ale po wizycie w wizażowym wątku pt."Jak założyć bloga, żeby mieć jak najwiecej współprac" się w końcu złamałam (tym bardziej, że ja tez już po sesji, więc mogę tracić czas;). Musze przyznać, że blog smakowity (baaardzo).

    Jedyne, czym się rozczarowałam jest brak pana Cumberbatcha w twoim avatarze - no jak to tak? Już zdążyłam przekonać sama siebie, ze jesteś mężczyzną, a tu się okazuje, że jednak czajnikiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z avatarem miałam kilka problemów, nie mogłam się zdecydować więc cyknęłam zdjęcie mojego czajniczka i tak zostało ;D A ten wątek z tymi współpracami mnie kompletnie rozwalił, zakładać bloga tylko po to aby dostawać darmowe kosmetyki :p. Zajrzałam na twojego bloga i muszę powiedzieć, że zazdroszczę ci włosów, są piękne.

      Usuń
    2. Dzięki;) Oczywiście na zdjęciach wyszły lepiej niz w rzeczywistosci. Niedługo wrzucę wpis typowo włosowo-pielęgnacyjny to postaram się, żeby zdjęcia lepiej oddawały rzeczywistość (choć z drugiej strony jakiś cichutki głosik z tyłu głowy mi powtarza, że moze one naprawdę tak wyglądają, tylko nie jestem w stanie zobaczyć się na żywo od tyłu;)

      Usuń
  4. Ja to jestem ciekaw, jak wygląda Pani sylwetka :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęstsze komentarze na temat mojej sylwetki to: ty się odchudzasz czy głodzisz?; wyglądasz jak sznurówka; ty w ogóle coś jesz?; wiesz faceci to jednak wolą pełniejsze kształty. Plus różne aluzje na temat anoreksji, bulimii i obozów koncentracyjnych. To chyba daję obraz tego jaką mam sylwetkę.

      Usuń
    2. Dodatkowo budzi zazdrość, szczęściaro!
      Rany, jaka to jest niesprawiedliwość - taki szczypiorek wcina ile chce, nie martwi się o sylwetkę, a ja? Ja tyję nawet od byle batonika :(

      Eeeeech!

      Usuń
    3. Akurat w tym zakresie mi się poszczęściło ale mogłabym się obejść bez komentarzy w stylu którym podałam wyżej, jeszcze te docinki na temat biustu jak u małego chłopca :p

      Usuń