01.05.2013

Lindt, Hello My name is Caramel Brownie



Czy warto było?

Pierwszy raz zwróciłam uwagę na czekolady z serii Hello Nice to sweet you, gdzieś przed świętami Bożego Narodzenia. Kręciłam się po Empiku, czekając, aż mamuśka w końcu znajdzie sobie buty*, gdy w pewnym momencie moje półślepe oczy wypatrzyły jakieś takie dziwne stoisko tuż przy kasie. Zaintrygowana podeszłam bliżej i omal nie zaliczyłam gleby z zachwytu. Czekolady, czekolady i batoniki Lindta, z ciasteczkami, z Brownie, z sernikiem i czymś tam jeszcze. Nie jestem pewna czy z moich ust nie wydobył się lekki pisk podekscytowania. Niestety w tamtym momencie nie miałam przy sobie kasy a moje subtelne aluzje kierowane w stronę mamy nie przyniosły pożądanego efektu w postaci sprezentowania mi czekolady. A potem? A potem to mi wąż w kieszeni z taką wściekłością syczał przy każdej chęci kupna jakiegoś produktu z tej serii, że za każdym razem odchodziłam z Empiku bez niczego, chlip. W końcu jednak stwierdziłam, że dość tego, skąpą część czoko ogłuszyłam, zamknęłam w piwnicy (metaforycznie rzecz ujmując, nikogo nie przetrzymuję siłą w piwnicy, bez policji proszę)i w końcu poleciałam do Empiku. Tam tataratam tam tam, oto długo wypatrywana i wymarzona czekolada.
*jestem nietypową przedstawicielką płci żeńskiej, nienawidzę kupować butów, im rzadziej muszę chodzić do obuwniczego tym lepiej. Wizyta w CCC czy innym Deichmanie jest w stanie wprowadzić mnie w stan wielkiego wkurwienia i nienawiści do całego świata.

Coś słabo widać ale widać
 Lindt, czekolada mleczna nadziewana karmelem, kremem Brownie i kawałkami ciemnego ciasta. A i która jest zadowolona, że mnie spotkała, sądząc po napisie na opakowaniu. Co jest z tymi puszczalskimi czekoladami ja się pytam. Mimo, że tabliczka wygląda na mniejsza niż tradycyjne to zapewniam was, że jej gramatura to, tak jak w innych, 100gramów. Czekolada jest w ładnym pudełku, zapakowana w normalne sreberko (które nie jest srebrne tylko, w tym wypadku, pomarańczowe), za to mogłabym ozłocić producenta. Nie musiałam walczyć z klejem i kretyńską folijką jak np. w ritterach. Kostek jest 10, w sumie dość sporych, na każdej jest wytłoczony napis lub symbol, jak miło.
Smak: czekolada mleczna, mniej słodka od typowej przedstawicielki firmy pod znakiem fioletowej krowy. Również, w odróżnieniu od niej, wyczuwa się lekkie echo kakao, no cóż nie powiem żeby zrobiła na mnie piorunujące wrażenie ale ujdzie. W środku jest karmel, dość rzadki ale jeszcze się nie wylewa z czekolady. Słodki i bardzo, bardzo dobry, lepszy niż ten w Twixach, chociaż nie ciągnie się tak jak ten w wymienionych batonikach. No i jest jeszcze krem Brownie, dla nieuświadomionych Brownie to po prostu mocno czekoladowe jakby zakalcowate ciasto, robiłam i jest bardzo mniamaśne (takie słowo totalnie istnieje, ja tak piszę więc to prawda). Tutaj jest właściwie prawie nie odróżnienia w smaku od czekolady. Może tylko trochę bardziej kakaowe. 
No i oczywiście w odróżnieniu od czekolady tu się wyczuwa takie małe chrupiące drobinki czegoś, według składu to kawałki tego ciasta. Możliwe ale te drobinki są za małe abym mogła ocenić jak smakują. Ogólna ocena jest taka, że chociaż czekolada jest dobra, smaczna itp. to jednak się zawiodłam. Nie wiem co oczekiwałam ale na pewno nie jest to, TO. Możliwe, że miałam za duże wymagania, że za bardzo nastawiłam się na to, że ta czekolada będzie niczym niebo w najczystszej postaci. I tu leży pies pogrzebany, dla mnie nie jest warta tej ceny, 5-6 zł, owszem, no bo jednak jest lepsza jakościowo od Milki. Ale wiem, że drugi raz jej nie kupię. Wprawdzie myślałam jeszcze nad tą wersją z ciasteczkami ale jednak się nie zdecyduję, chyba, że trafię na przecenę. Dobra ale nie wystarczająco jak na cenę.
Ocena:7/10
Kaloryczność: 100g/549kcal, 1kostka(10g)/54,9kcal
Gdzie kupiłam: Empik
Cena: 10.99zł

Gdybyście jednak chcieli ją wypróbować to  oprócz Empiku można ją jeszcze kupić w Piotrze i Pawle, jednak radzę ją nabyć w Empiku, jest tam ciutkę tańsza. Przypomniałam sobie również, że wersję ciasteczkową mogę przecież wziąć w formie (tańszego)batonika. W ten sposób przekonam się czy warto kupić wersję tabliczkową. Jestem taka genialna, że czasami sama siebie przerażam.
Pa

8 komentarzy:

  1. Z ceną chyba się komuś w żopie po...mieszało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za niektóre czekolady jestem skłonna zapłacić więcej ale akurat ta do nich nie należy.

      Usuń
  2. Właśnie byłam baaardzo rozczarowana tą czekoladą. Nie żeby była niesmaczna, ale po takim zestawie smaków i po tej firmie spodziewałam się czegoś o wiele lepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, nie ta cena, nie ta jakość.

      Usuń
  3. Cena wysoka,ale czasem jak mam ochote na coś dobrego to kupie jedną czekoladę i się nią delektuję sama:) czasem mąż dostanie kawałeczek,synuś już nie bo za mały na czekolady .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się dzielę czekolada z rodziną tylko jak ta mi tak bardzo nie będzie smakować, w innym wypadku sama jem. ;D

      Usuń
  4. A czy były jakies inne rodzaje ,smaki z tej Hello my name is... ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu masz całą obecną ofertę- http://www.lindt.pl/swf/pol/produkty/hello/

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.