26.04.2013

Ciastka O2, Biedronka



Na fali Oreo

Czasami opłaca się mieć sklerozę. W czasie zakupów w Realu zapomniałam o jednym dość istotnym elemencie, którego brak  wyraźnie dawał mi się we znaki. Mowa jest o ciastkach, nie tam jakichś szczególnych, tylko zwyczajnie brakowało mi czegoś chrupiącego, niewielkiego i słodkiego do przegryzania. Ale co zrobić, jakoś się zdarzyło, że myśl o ciastkach wypadła mi z głowy i wróciła dopiero jak zbliżałam się do domu. Dobrze, że i tak dużo łażę po mieście, więc stwierdziłam, że nic nie szkodzi abym w czasie jednej z mojej wędrówek zaszła do Biedronki, aby obczaić, czy jest tam coś wartego wydania kasy. Te opakowanie dość szybko rzuciło mi się w oczy, ta kolorystyka wręcz krzyczy „spójrz na mnie, sieroto” No więc spojrzałam i się zaciekawiłam, moje zainteresowanie wzrosło jeszcze bardziej po zobaczeniu ceny. Pomyślałam (czasami i mi się to zdarza), że nic nie stracę jak to wezmę* i tak wracałam do domku tfu mieszkanka z tym oto nabytkiem.
 *szczególnie, że nie ja płaciłam, heh 

Ciasta w stylu Oreo, czyli dwa ciemne herbatniki przełożone białym kremem. Z tyłu opakowania, ktoś źle chyba przetłumaczył co to dokładnie jest. Jest napisane „Ciastka-Sandwich przekładane Kremem Kakaowym” otóż nie, ten krem  nie ma absolutnie nic wspólnego z kakao, herbatniki tak ale nie krem, oj ktoś powinien dostać pałę z tłumaczenia. 
W opakowaniu znajdują się cztery trumienki, no co, tak mi się to skojarzyło. W każdej trumience są cztery ciastka, matematyka na poziome podstawówki pozwala mi wywnioskować, że w sumie jest szesnaście ciastek.


Po otwarciu trumienki nie czujemy trupiego odoru (za nic nie będę przepraszać i niczego nie żałuję) tylko smakowity zapach słodkiego kakao, za sam ten zapach mogłabym dać duuużo punktów.
Smak: po pierwsze ciastka z łatwością odrywają się od siebie, biorąc pod uwagę ich rodzaj jest to dość kluczowe w ich dalszym spożyciu. Tak jak w oryginale   Krem jest biały, gładki i słodki. I jest to jedyne co mogę o nim powiedzieć. Serio, nie jest ani mleczny ani maślany, tylko słodki. Słodka biała maź, która absolutnie nie robi oszałamiającego wrażenia, czy też jakiegokolwiek wrażenia. Pustka smakowa i tyle. Aby dokładnie omówić część herbatnikową użyłam noża aby starannie wyskrobać wszystkie białe elementy kremu, nakruszyłam jak rany. Następnym razem muszę pamiętać aby takie coś robić nad talerzykiem.  A więc, herbatnik jest trochę słodki ale minimalnie, wyczuwa się również malutką ilość soli co tylko poprawia smak. 
Ale to co jest najlepsze w tym ciastku to wyczuwalna obecność kakao, normalnie pycha. W sumie jest dość suchy ale nie przesuszony, złota gwiazdka za smak. Ogólnie to właśnie ten herbatnik ratuję sytuację bo ten krem to jest taki, że mogłoby go nie być. Ciastko idealnie równoważy słodycz i zamulistość tego nadzienia, szkoda, że producent nie postarał się o lepszy środek, wtedy z pewnością dałabym 10 punktów. Ale polecam wam spróbowanie tego produktu, naprawdę warto.
(reklama!!)wystarczy przekręcić i voila, jednak spokojnie, nie będę lizać, zanurzać w mleku itp. Tak na marginesie, czy tylko dla mnie jest to jakieś takie obsceniczne czy mój mózg jest już całkowicie przeżarty po zajęciach z „Historii seksualności”*. Ale wracając do ciastek, omówienie zacznę od nadzienia.
*hasło na dziś „wędrująca macica”, ponieważ lubię się dzielić z ludźmi moimi WTF z zajęć
Ocena:7/10
Kaloryczność: 100g/494kcal, 1ciastko(11g)/54,3kcal- chyba, matematyczna łajza, pamiętajcie
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena: 3,49zł
 Z tego co wiem to Lidl również ma swojej ofercie podróbę Oreo ale jeszcze tych ciastek nie próbowałam więc się nie wypowiem. A co do samego Oreo to mam mały plan. Ten plan jednak w głównej mierze zależy od czynnika niezależnego  ode mnie. Nie, nie wyjawię wam na czym będzie polegać ten plan, będę tajemnicza jak, jak… jak coś bardzo tajemniczego, ot co. Jeśli to nie wypali to trudno, w końcu zamieszczę zwykłą, nudną recenzję ale mam nadzieje, że wszystko pójdzie „According to plan” *zaciera rączki*
Pa

10 komentarzy:

  1. Najistotniejsze w tym wypadku będzie czy odrywają się od siebie :D
    wg tej recenzji z zeszłego tygodnia http://every-word-handwritten.blogspot.com/2013/04/ciastka-o2-z-biedronki.html raczej się nie rozkładają...
    widocznie to trzeba "umić robić" :D
    Witaj Biedronko! Będą babeczki sówki :DDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, jakie urocze te sówki, a z rozkładaniem to potrzebna jest odpowiednia technika a jeśli coś zostanie na drugiej połówce to zawsze można zeskrobać nożem.

      Usuń
    2. Nie lubię Oreo i trochę szkoda mi kupować specjalnie do babeczek :D

      Usuń
  2. Trupi odór to byś i przez trumienke czuła - niestety, nie da się go przeoczyć, z niczym pomylić ani zapomnieć...

    A zachwytów nad oreo i im podobnymi nie rozumiem :p Ja bym za nimi gaci nie gubiła - dobre, ale nie powalają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz czuję się uświadomiona w kwestii trupiego odoru ;D
      A popularność Oreo polega chyba w głównej mierze od tego, że to takie amerykańskie ciastka i w ogóle szał-ciał.Czyli chodzi o markę a nie o sam smak.

      Usuń
    2. Możliwe.
      Ale myślałam, że już nas przestało kręcić wszystko co ameryckie :P

      Usuń
  3. Raczej tak, nie powalają, ale te z kakaowym nadzieniem są lepsze ;) Ja za to upolowałam dzisiaj w biedronce grześki skrajnie fajnie oblane w promocji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w promocji (Społem) kupiłam kokosowego Prince polo i waniliową Milkę więc na razie spróbuje powstrzymać się z zakupami ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Owszem smaczne tylko ten krem jest trochę do bani.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.