06.03.2013

Tydzień amerykański –masło orzechowe i lody czekoladowe



America, f*ck yeah

No i mam nauczkę żeby nie wchodzić na bloggera jak padam z nóg ze zmęczenia i nawet nie pamiętam jakie „u” jest w moim imieniu ech, mogłabym powtórzyć za Gowinem „I don’t like Mondays”. Ale dzień ten miał jeden wielki plus, był to początek tygodnia amerykańskiego w Lidlu (fanfary, werble i ryk krowy)Poleciałam tam jak na skrzydłach* w czasie okienka między zajęciami i omal nie dostałam oczopląsu od nadmiaru produktów. Musiałam jednak powstrzymać mój szalejący zakupoholizm bo powiedzmy sobie szczerze, mój portfel nie jest bez dna i jakieś ograniczenia muszę mieć. Wprawdzie nie na wiele one się zdają jak widzę coś na co moja dusza reaguję gwałtownym KUP TO, kładzie się na ziemie i odstawia histerię na cały sklep.  Jak widzicie moja dusza to rozkapryszony bachor. No ale wracając do zakupów to jeszcze się śpieszyłam więc koniec końców skończyłam z tylko dwoma produktami.
*unikałabym tego w przypadku osób o imieniu Ikar.

 Pierwsze na celowniku niech będzie,  okryte chwałą i sławą, masło orzechowe. Wzięłam wersję z kawałkami orzechów ale jest jeszcze masło zupełnie gładkie. Jednak według niektórych opinii te pierwsze jest smaczniejsze od drugiego więc posłusznie wybrałam wersję crunchy. Czy słusznie to się zaraz okaże.  Po otwarciu na pierwszy rzut oka to nie wygląda zbyt zachęcająco, gęsta maź o kolorze sracz… żółto-brązowym.
Zapach wyraźnie orzechowy, biorąc pod uwagę nazwę i skład zdziwiłabym się jakby było inaczej. Po wbiciu łyżeczki już dokładnie widać kawałki orzeszków, nawet dość duże. Nie bawiąc się w żadne smarowanie pieczywa czy robienie tostów od razy wpakowałam łyżkę w odmęty paszczowe (program Word naprawdę mnie nie lubi ). Pierwsze wrażenie jest takie, że masło te jest słodkie, nie mocno ale wyczuwalnie. Ale po chwili, nagle i w podskokach pojawia się sól, która spycha cukier z pierwszego miejsca by triumfalnie zająć jego miejsce. Zarówno sól i cukier ą w idealnych proporcjach, ani nie zasłodzą ani też nie sprawią, że po tej soli będziemy pić wodę litrami by  końcu pęknąć niczym smok wawelski. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że głównym bohaterem (i ty zostań bohaterem  w swoim Lidlu ;D)jest smak orzechów. Jeśli kogoś dziwi to jednak odsyłam do początku by dokładnie przeczytał nazwę produktu i zastanowił się nad swoim życiem intelektualnym. 
Kawałki orzeszków fajnie chrupią pod zębami a masło przykleja się do podniebienia, kłów i języka, po chwili jednak spływa w dół. I wiecie co? Naprawdę mi bardzo smakuję. Oficjalnie przyłączam się grupy zbzikowanych fanek lidlowskiego masła orzechowego* Nie wiem czy wersja gładka jest równie dobra czy może wręcz gorsza, ale ten oto produkt zdobywa złotą gwiazdkę w moim plebiscycie. I tak, wiem, że najlepsze masło będzie te domowe, ręcznie robione. Ale jak komuś się nie chce robić i/lub boi się, że blender w czasie mielenia stanie w płomieniach to taki słoiczek jest darem zasłanym z niebios. Patrząc na etykietę niebiosa znajdują się w Wielkiej Brytanii. Wyprodukowany w UK dla niemieckiego sklepu i sprzedawany jako towar typowo amerykański, dość logiczne. Jedyną wadą tego produktu to jest fakt, że nie jest w stałej ofercie.
*trzeba załatwić jakąś oznakę by inne wariatki mogły się rozpoznawać na ulicy i witać specjalnym gestem
Ocena:10/10
Kaloryczność: 100g/597kcal
Gdzie kupiłam: Lidl (podczas tygodnia amerykańskiego)
Cena: 9.99zł

Inny produkt, który wzbudzał u mnie dziki kwik podekscytowania, były lody Master of Taste. Byłam rozdarta między dwoma smakami: ciasteczkowymi(właściwie masa ciasteczkowa) i czekoladowymi. Wbrew moim najszczerszym chęciom nie mogę zapełnić całej zamrażalki lodami, więc mogłam wziąć tylko jedno pudełko. W sklepie zadecydowano za mnie gdyż w zamrażalce jedynie czekoladowe stały luzem, ciasteczkowe były jeszcze zapakowane w jakaś folię, której nie miałam czasu rwać. 
 Składu wam nie podam bo jest tak koszmarnie długi, że uno- nie da się zrobić zdjęcia całości, dos - nie chce siedzieć i przepisywać tego nie wiadomo ile czasu, poza tym co jak co ale do swojego wzroku jestem niezwykle przywiązana. Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy jest tam jakiś nielubiany przez was składnik, to się zapytajcie a uzyskacie odpowiedź, bo kto pyta nie błądzi i inne takie frazesy. Mogę podać oficjalną polską nazwę : Lody czekoladowe z ciemną i białą czekoladą, migdałami, orzechami pekan i orzechami włoskimi (czyli może zawierać śladowe ilości orzechów, pamiętajcie)
 Zaraz po otwarciu zauważyłam pierwszą wielką wadę, lody były tak twarde, że łyżki nie dało się wbić. Musiały postać trochę w cieple aby dało się coś wygrzebać. Zresztą zobaczycie na zdjęciu poniżej te marne fragmenty, które udało mi się wydobyć. Ej no, ja nie chce podczas nakładania lodów czuć się jak górnik na przodku.  Ale w porządku, po zwycięstwie z oporną, zamrożoną masą (bez strat w łyżkach) zaczęłam oficjalne testowanie.  Sama masa czekoladowa jest dobra , słodka i śmietankowa, wyraźnie czuć smak kakao. Jednak biorąc pod uwagę ilość lodów i ich cenę to jeszcze za mało, gdyby to było wszystko to bym powiedziała, że nie są warte swojej ceny. Ale właśnie w tym momencie dochodzą dodatki. 
   Podczas jedzenia w pewnym momencie pod zębami  wyczułam coś strasznie twardego i już miałam to zaliczyć do wad bo co jak co ale kamieni w żarciu nie akceptuję, gdy w końcu udało mi się to przegryźć. Ludzie, to był duży, porządny kawał ciemnej czekolady, cudo. Powiedziałabym, że był wielkości połowy kostki, nie był to liliputek, które zazwyczaj można znaleźć w innych lodach z kawałkami czekolady. Orzechy też były słusznej wielkości i mocno wyczuwalne. Całość była po prostu pyszna tylko nie mogłam znaleźć tej białej czekolady ale to dopiero początek, może jest gdzieś tam hen, hen głębiej, nie wolno mi się zniechęcać. No i właśnie dzięki tym dodatkom lody są warte swej ceny, mają tylko dwie wady, kamienną twardość oraz to, że są dostępne jedynie w czasie tygodnia amerykańskiego. Nosz kurrr…
Ocena: 9/10
Kaloryczność: obejrzałam całe opakowanie i nie znalazłam
Gdzie kupiłam: Lidl
Cena: 500ml -7,99zł

Za pierwszym razem nie kupiłam wszystkiego co miałam w planach, więc musiałam lecieć po raz drugi, dzisiaj nie będzie recenzji tych dwóch produktów ale myślę, że na jutro zdołam sklecić parę zdań. Mała zapowiedź na zdjęciu obok.
 Edit: bo zapomniałam dodać zdjęcia, heh.
Pa

25 komentarzy:

  1. Nie będe u Ciebie czytać o lodach, bo po jednej z notek w mojej lodówie znalazło się wielgachne pudło Algidy (tu się nazywa inaczej)
    Tak czy owak zmierzam do tego, że w niedziele przyszło mi stanąć na wadze i...lody mi bokiem wyszły. A właściwie dwoma boczkami i jeszcze dodatkowym smalcem tu i ówdzie :p

    Co do masła orzechowego, to nie lubię. Raz się skusiłam myśląc, że to taka bardziej orzechowa nutella :p
    Chociaz... Może znów kupię "na próbe" - może się zmieniło na lepsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, ciepło się robi i w razie czego można spalać kalorie podczas spacerów ;) Pamiętaj, że gałka lodów jest naprawdę małokaloryczna :D
      Ja mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać po maśle orzechowym, możesz spróbować wymieszać odrobinę z rozpuszczoną kostką czekolady. Wyjdzie trochę jak babeczki Reese's.

      Usuń
    2. Wieeem, wieem, że małokaloryczna...
      Ale kto kończy po jednej gałce?:p

      Usuń
    3. smaki lodów które proponuje lidl, są takie same jak sławetne lody produkcji Ben & Jerry's (w polsce oficjalnie niedostępne). Dziwne jest to, że lody z lidla mają podobne opakowanie jak B&J i że występują podczas tygodnia amerykańskiego. Jeśli ktoś mógłby potwierdzić moje przypuszczenia, to byłbym zobowiązany.

      Usuń
    4. To raczej nie to, Mceenedy jest marką zarejestrowaną przez Lidl i nigdzie tam nie ma informacji o Ben&Jerry's. Przypuszczam jednak, że opakowanie ma na celu wzbudzić skojarzenie z lodami od tej firmy.

      Usuń
    5. dowiedziałem się tyle:
      - Ben&Jerry's mają 3 fabryki: w Ameryce, w Kanadzie i w Holandii na rynek europejski (Master of Taste są produkowane właśnie w Holandii)
      - na niemieckim forum, jeden z internautów opisywał że właśnie b&j produkuje w holandii dla lidla lody

      Niestety żadnych innych trwalszych powiązań B&J z lidlem nie znalazłem.
      Osobiście podczas wakacji jadłem B&J cookie dought i muszę przyznać że były całkiem podobne do Master of taste.

      Usuń
    6. Kurcze, chciałabym spróbować tych lodów, może kiedyś się uda.

      Usuń
  2. Kurczę, aż mi się zachciało tego masła orzechowego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majątku nie kosztuje, zawsze można na próbę kupić a jak nie podejdzie to można zawsze wykorzystać go do wypieków

      Usuń
    2. kupiłam i jest pyszne;)

      Usuń
  3. jak dobrze,że masło stoi w kuchni, bo od razu się go zachciewa. To z Lidla najlepsze na świecie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jadłam jeszcze kiedyś z Sante ale ten lidlowski jest o wiele lepszy moim zdaniem.

      Usuń
  4. A z czym polecasz jeść masło? Robisz takie tradycyjne kanapki peanut butter and jelly? Pamiętam, że kiedyś ciotka ze stanów wysłała nam słoik takiego masła i nikt go nie zjadł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili to moje sposoby spożycia tego kremu są następujące:
      -wyjadam łyżeczką prosto ze słoika
      -nałożony na chałce
      -razem z lodami czekoladowymi
      Mogę powiedzieć, że wszystkie wymienione metody są przepyszne :)

      Usuń
  5. Tez pisałam recenzje o tym maśle. Jadłam je i moim zdaniem jest smaczne, ale szału nie robi. Mam strasznie wyczulony smak na słodkie i dla mnie to masło takie właśnie było a do tego jakieś lekko mdłe.... Moim zdaniem smakowo lepsze jest te z Sante, jednak składem te zwycięża.

    No i jeśli ma sie bleder to taniej wychodzi zrobic samemu. Taki słoik wielkosci słoika po masle z Lidla kosztował mnie 6zł-7zł (kupowałam orzeszki na wagagę do łuskania), wiec taniej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, czytałam ;) Ty wolisz Sante i w związku z tym masz lepiej, nie musisz czaić się kiedy będzie dostępne. No i wiadomo, że taniej wychodzi zrobić je własnoręcznie ale szczerze przyznaje, że jestem leniem i mi się nie chcę ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. ja bym wzięła ciasteczkowe lody, całą folię bym rozerwała, nawet zębami XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja mogłam zrobić jak mi na czasie zależało, ale nie żałuję, czekoladowe są pycha.

      Usuń
  8. że też ja tych lodów nigdy nie widziałam. A masło w wersji crunchy-uwielbiam! Nagrałam też taste test różnych maseł, to gładkie marnie wypadło, niestety:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieje, że najbliższym tygodniu amerykańskim będą te lody.
      Miałam ostatnio kupić tą gładką wersję ale ostatecznie nie zdecydowałam się, widzę, że dużo nie straciłam.

      Usuń
  9. To masło z lidla jest wyborne jeszcze tylko w Niemczech w Pennym kupowałam podobne pyszotka,ale już dno prawie widać w słoiczku:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy zachwalają jeszcze masło orzechowe Sante ale mi osobiście tak bardzo nie smakowało jak to.

      Usuń
  10. Zaczytuję się w tym blogu już od godziny i jestem Twoją fanką :D Już pomijając kwestię JEDZENIA - uwielbiam Twój styl pisania :D I ten napis w nagłówku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z napisu jestem szczególnie dumna ;D Idealnie podsumowuje moje stanowisko do żywienia :D

      Usuń