11.03.2013

Ciastka Kruszynki Pomarańczka, Biedronka i muffiny z masłem orzechowym



Pomarańcza to nie słońce i jak pokonałam cynamon

Wiecie co, jestem nieco zła. Zrobiłam fajne zdjęcia. Postarałam się i zadbałam o najdrobniejsze szczegóły. Biorąc pod uwagę moje wrodzone lenistwo to naprawdę coś znaczy. Zadowolona z efektu skopiowałam zdjęcia na komputer, odłączyłam aparat po czym, żeby nie zawalać niepotrzebnie pamięci, usunęłam z rzeczonego wynalazku do kradzenia dusz te zdjęcia. Potem stwierdziłam, że przydało by się trochę edytować  moje arcydzieła. Patrzę w folder gdzie powinny i być i … zaraz, gdzie się one podziały? Co jest do jasnej ciasnej? Przeszukałam chyba wszystkie foldery i pliki a po zdjęciach ani śladu, mam list gończy wysłać?. Nie  powiem, zirytowałam się. Musiałam na szybko od nowa fotografować żarcie, tylko już nie miałam takiego zapału i ochoty by to jakoś elegancko wyglądało. Jak takie coś może wkurzyć człowieka, normalnie złośliwość rzeczy martwych. Ale jestem pewna, że skopiowałam te zdjęcia na komputer, aż takiej sklerozy jeszcze nie mam,  tylko gdzie one się podziały to nie wiem. No ale nie mogę cały wpis skarżyć się na to, że mój sprzęt to wredne ch*#%.  Zacznę może od rzeczy kupionej w sklepie Biedronka.
 Ciastka Kruszynki Pomarańczka z zupełnie kretyńskim napisem „smak słońca”. Jak smakuję słońce? Bo mi przychodzi na myśl swąd spalonej na wiór skóry i ogólnie taki obraz głębokich poparzeń. Ale co tam, jeszcze chyba producenci żywności nie dodają do swoich produktów ludzkich skwarek, prawda?*
*jest to pytanie retoryczne i nawet jeśliby ktoś miał ciekawe informacje na ten temat to prosiłabym aby się z nimi nie dzielił, naprawdę nie chce tego wiedzieć
 Są to ciastka kruche z kawałkami czekolady i kandyzowaną skórką pomarańczową. Dość duże, większe niż takie na przykład Pieguski, a także o wiele grubsze. Rzeczywiście bardzo kruche i dość suche, podczas jedzenia sypały się dookoła więc  proszę uważać, chyba, że mieliście w planach odkurzanie. 
 Nie czuć żadnego tłuszczu więc tu będzie duży plus. Ciastko samo w sobie nie jest bardzo słodkie, wręcz momentami tej słodkości nie czułam. Za to raz trafił mi się słony kawałek. Słodycz w tym ciastku zapewniają kawałki czekolady. Nie są zbyt imponujące jeśli chodzi o wielkość, raczej standardowe, jeśli chodzi o tego typu produkty. Nie ma ich również zbyt dużo, przynajmniej jak dla mnie, w pieguskach jest takich kawałków więcej.  Czekolada jak czekolada, gwiazdki za jakość nie dostanie ale jest smaczna i nie smakuję jak tani wyrób czekoladopodobny, tyle mi starczy w ciastku. 
Oczywiście jest jeszcze kandyzowana skórka pomarańczy. Jest to najbardziej wyczuwalny składnik, przebija wszystko. Trochę gorzkowata, lekko słodka i równocześnie delikatnie kwaskowata. Nadaje ciastkowi całego charakteru i niemiłosiernie kopie w kubki smakowe domagając się uwagi. Jednak stwierdziłam, że skórka pomarańczowa to nie moja bajka i ta nachalność smaku trochę mi przeszkadzała, Ale zapewne niektórym bardzo posmakuje. Na pewno warto kupić ten produkt, nie jest przesłodzony ani zamulający, po prostu nawet fajne ciacho.
Ocena: 7/10
Kaloryczność: 100g/484kcal, 1ciastko(18,7g)/91kcal
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena: zabijcie ale nie pamiętam


Teraz rzecz druga. Przez jakiś czas miałam zagwozdkę co zrobić z drugą czekoladą z ciasteczkami cynamonowymi, na jedzenie jej ot tak za bardzo ochoty nie miałam. W końcu wpadłam na pomysł aby dodać ją do muffinek, jako, że w dodatku mam teraz w domu masło orzechowe wybór był dość oczywisty. 
 Nie będę przepisywać całego przepisu. Jak ktoś jest ciekawy to wzięłam go z bloga Crust & Dust (link), mam nadzieje, że autorzy nie będą mieli nic przeciwko, że podałam ich linka ;D. Niewątpliwą zaletą tego przepisu jest szybkość z jaką się robi te muffinki.
Najwięcej czasu to, jak zawsze, zajęło mi przygotowanie składników a potem to wszystko leciało z prędkością światła. Trochę zmodyfikowałam przepis, dodałam mniej cukru, więcej masła orzechowego no i pod koniec wcisnęłam w masę po kostce czekolady. Jako, że jeszcze nie mam formy na muffinki, musiałam użyć samych papierowych foremek, na wszelki wypadek zamiast jednej to użyłam dwóch warstw. Pojedyncza była dość cienka i bałam się, że ciasto zrobi mi Prison Break w piekarniku. Na szczęście nic się nie rozlazło, wszystko fajne wyrosło i przyrumieniło się. 
 Widać to doskonale jako, że czuję głęboką niechęć do jakiegokolwiek większego wysiłku w ozdabianiu ciast niż posypanie cukrem pudrem. Ale wygląd wyglądem, tu smak jest najważniejszy. Wydaje mi się, że następnym razem dodam więcej masła orzechowego, był wyczuwalny ale słabo. Na słodkość to akurat dobrze wyszło, tym razem mi się udało. No cóż, nadzienie nie wyszło tak jak miałam w planach, miejscami było skrystalizowane. Ale za to skutecznie zabiłam, poćwiartowałam i skremowałam przejmującą słodycz i smak cynamonu, więc kompletna klapa to nie była. Ogólnie jestem dość zadowolona ale chyba jeszcze trochę popracuję nad udoskonaleniem tych muffinek. 
A może wy macie jakieś sprawdzone przepisy na jakieś pyszne wypieki tej maści, mam papilotki i wkrótce będę miała formę więc planuję szaleństwo muffinkowe . Po świętach oczywiście, bo niedługo zacznie się u mnie w domu pieczenie mazurków. Ja osobiście z wytęsknieniem wypatruję orzechowego, mniam.
Pa

2 komentarze:

  1. koniecznie wypróbuję przepis ;)
    Cudowny blog. Założyłam sobie przeczytanie go od końca do początku.Mam nadzieję, że mi się uda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, to masz dużo czytania ;D Życzę wytrwałości.

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.