21.02.2013

Magnetic, czekolada nadziewana Cafe Latte



Bo to zła czekolada była

Jakoś ostatnio trudno mnie zadowolić jeśli chodzi o słodycze ale to chyba przebiło wszystko. Beznadzieja osiągnęła Mount Everest i postawiła tam drabinę by wspiąć się dalej. Wiem, że w Biedronce są dobre czekolady, wielokrotnie czytałam jak to jedne to drugie były wychwalane. Nawet przeraźliwie słodka czekolada Trumpfa była w miarę smaczna. Tak więc nie wiem czemu właśnie ta czekolada jest tak bardzo schrzaniona, Magnetic Caffe Latte czekolada nadziewana.
Nie wiem co za geniusz zła wymyślił, żeby na jasnym opakowaniu skład zastał napisany białymi literami ale macie. Może miało to zniechęcić osoby o słabszym wzroku we wczytywanie się w treść?
Zresztą nieważne, oto on.  Składniki: czekolada 62% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, emulgatory: lecytyna sojowa i E476, aromat waniliowy), tłuszcz roślinny, cukier, mleko w proszku odtłuszczone 7,7%, czekolada 3% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, emulgatory: lecytyna sojowa i E476[alee to już byyło]aromat waniliowy), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, żółtko w proszku (hę?), kawa naturalna ekstrakt 0,13%, emulgator: lecytyna sojowa[deja vu], aromaty. Produkt zawiera mleko, jaja, surowce otrzymane z soi (naprawdę? nie zauważyłam) oraz może zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych, innych orzechów i sezamu. Zawartość masy kakaowej w czekoladzie min. 43% (srali muszki będzie wiosna). Oprócz tłuszczu kakaowego czekolada zawiera tłuszcze roślinne.

 Po otwarciu opakowania* uderza nas z nos mocny zapach kawy ale nie przyzwyczajajcie się, dalej będzie tylko gorzej. Sama czekolada smakuję jak miękki, słodki plastik. Niczym najpodlejszy wyrób czekolado- podobny, nie wierzę w tą 43% zawartość kakao, po prostu nie wierzę. Ktoś tu oszukuję bo ja żadnego kakao nie wyczuwam. Dla przykładu w mlecznej Milce zawartość kakao to 30% i mimo przeważającego cukru wyczuwam ten smak. A tu nic, zwykłe słodkie paskudztwo.
*Nienawidzę tych opakowań, które teoretycznie mają zapobiec wywietrzeniu czekolady. Wiecie te bez sreberek za to z badziewnym klejem, czy komukolwiek udało się ponownie je zakleić?

Teraz nadzienie, jak widać dzieli się na dwie części, ciemna to prawdopodobnie kawa a jasna ma symbolizować mleko. Czemu symbolizować? Bo ja kurrr…czaki nie wyczuwam tego mleka, jakie to latte jak nie ma latte.  Sprawiedliwie przyznam, że owszem, czuć lekki smak słodkiej kawy ale to wszystko. Trochę za mało żeby mnie zadowolić, smak głęboki niczym kałuża na Saharze.
Ktoś mógłby się zapytać czego ja się właściwie spodziewałam po czekoladzie, która nawet 3 zł nie kosztowała? Z pewnością żadnego ekskluzywnego smaku niczym z czekolad Lindt nie oczekiwałam ale przypuszczałam, że chociaż będzie smaczna. Tanie nie zawsze znaczy gorsze, podobno czekolady z Lidla (Fin Carre), które w obecnej promocji kosztują 1,69 zł są przepyszne. 
 Ja oczekuję, że jak już się truję różnymi substancjami z piekła rodem, to przynajmniej produkt będzie mi sprawiał przyjemność podczas jedzenia. A w tym przypadku? Porównywałabym to do korzystania z usług brzydkiej, starej i zużytej prostytutki, która w dodatku cierpi na wszystkie choroby weneryczne świata. Przyjemność mocno wątpliwa, własne zdrowie może na tym mocno ucierpieć, a i kac moralny gwarantowany.
Jeśli lubicie wytwory czekolado- podobne to kupujcie śmiało, będzie wam smakować. Dla całej reszty, która woli czekolady które smakują jak czekolady, stanowczo odradzam.

Ocena: 2/10 (głownie za smak kawy, niech znają łaskę pańską)
Kaloryczność: 100g/539kcal, 2kostki(20g)/108kcal
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena: coś koło 2,49zł
Teraz mam dylemat, co z tym paskudztwem zrobić. Sama tego nie będę jadła bo mam w zapasie tyle dobrych czekolad, że szkoda na tą mi czasu. Rodzinie nie dam bo nikt z nich nie wkurzył mnie tak bardzo (ostatnio) żebym w taki sposób miała się na nich wyżywać. Zostawić w szafce nie zostawię bo mi się robaki w niej zalęgną. Wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem jest wywalenie jej do śmieci, nie lubię tego robić z żywnością, która teoretycznie jest zdatna do spożycia ale co zrobić. A wiecie co zakrwawia na największą drwinę? Mały znaczek na przedzie opakowania ”Wawel Gwarancja Jakości”, ach Wawel jak się ciebie żarty trzymają.
Na szczęście dzięki jednej propozycji trafiłam na coś co chyba stanie się jednym z moich ulubionych produktów ale o tym innym razem. Pa.

8 komentarzy:

  1. Możesz mi oddać ;). Jadłam gorsze :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie opakowania są straszne. Zamiast się skupiać na jedzeniu czekolady, kombinuję i marnuję siły na idealne zaklejenie woreczka.
    A czekolady z lidla są cudowne *.* Śmiem nawet twierdzić, że mleczna jest tak samo przymulająca jak mleczna milka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję zakupić na spróbowanie jedną z czekolad z Lidla jak tylko wykończę ze dwie ze swoich zapasów.

      Usuń
  3. Czekolady z lidla są fantastyczne, próbuj czym prędzej! Polecam orzechową - moja zdecydowanie naj, naj! :)

    Poza tym, to kocham Twojego bloga, to najsłodsze miejsce w sieci i zdecydowanie jedno z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością jak będę uzupełniać zapasy czekolad to zakupię jedną z Lidla.
      I cieszę się, że blog się podoba. Naprawdę po przeczytaniu takiego komentarza przez cały dzień mam dobry humor i straszę ludzi swoim szerokim uśmiechem.

      Usuń
    2. A ja się zaśliniam z każdym nowym postem ( a tyłek niestety powoli zaczyna przekraczać dozwolone normy europejskie :D). Czytam i czytać będę, a Ty strasz! :D

      Usuń
    3. Oj tam, normy europejskie nijak się mają do rzeczywistości ;D

      Usuń

Włączyłam moderację komentarzy, dzięki temu nie powinno już być weryfikacji obrazkowej.